EVENT
MARKETING
DODATEK
DODATEK
SPECJALNY
SPECJALNY
DODATEK
SPECJALNY
Organizujesz
eventy?
Pokaż swoją firmę
i znajdź klientów!
Dołącz do Mediateki – największej
mapy branży marketingu, reklamy
i eventów w Polsce.
WSZYSTKIE
FIRMY
W JEDNYM
MIEJSCU
-50%
-50%
-50%
Zwiększ
widocznosć
wśród kluczowych
graczy rynku
Dotrzyj
do decydentów
z branży eventów,
marketingu i mediów
Buduj
partnerstwa
i nowe możliwości
biznesowe
Wyróżnij się
na tle konkurencji
w profesjonalnym
katalogu firm
DOŁĄCZ TERAZ
PROMOCJA TRWA
DO 31.12.2026
Mediateka
powered by
W WYDANIU:
04
"PEŁNA SALA TO
JESZCZE NIE PEŁNY
SUKCES"
Jak mierzyć skuteczność
eventów?
07
EVENT ZAMIAST
REKLAMY?
Marki szukają czegoś
więcej niż zasięgu
24
ZA DUŻO
PODOBNYCH
KONFERENCJI?
Branża dzieli
publiczność i budżety
33
OD KARUZELI
WENECKIEJ PO
KONTENER
MCDONALDS’S
Event, który wciąga
redaktorka naczelna:
Daria Różańska-Danisz
członek zarządu, dyrektor wydawniczy:
Michał Mańkowski
członek zarządu:
Anna Szuszkiewicz
partnership director:
Przemysław Zbróg
przemyslaw.zbrog@wirtualnemedia.pl
zdjęcia: East News, shutterstock, pexels, arch. prywatne
Rafał Badowski
rafal.badowski@wirtualnemedia.pl
Jak mierzyć
skuteczność
eventów?
"Pełna sala to jeszcze nie pełny sukces"
Frekwencja i zadowoleni uczestnicy nie wystarczą, by
udowodnić
skuteczność
eventu.
Liczy
się
też,
czy
przyniósł nowe kontakty i przełożył się na sprzedaż. –
Pełna sala to jeszcze nie pełny sukces. A owacje nie są
wskaźnikiem
biznesowym
–
podkreśla
Grażyna
Kazimierska, head of event strategy z Event&Intelligence.
Dlatego efekty wydarzenia warto mierzyć od samego
początku.
04
EVENT MARKETING
W przypadku targów warto mierzyć liczbę
wartościowych kontaktów i odsetek rozmów
zakończonych kolejnym krokiem handlowym.
Z kolei przy wydarzeniach nastawionych na
sprzedaż liczą się liczba i wartość zawartych
kontraktów. Sto spotkań nie musi oznaczać
lepszego wyniku niż dwa, jeśli to drugie
zakończyło się podpisaniem umowy.
Podobnie na skuteczność eventu patrzy Anna
Gogacz, założycielka i CEO Allegro Brand
Experience Agency. Jej zdaniem wydarzenie
powinno realizować konkretny cel biznesowy
lub komunikacyjny. Nie zawsze musi to być
bezpośrednia sprzedaż.
Marcin Babiak, trener biznesu i mentor kadry
zarządzającej,
właściciel
Kordo
Edukacja,
wskazuje na CRM jako podstawowe narzędzie
oceny efektów sprzedażowych. Firma powinna
znać
sytuację
klientów
jeszcze
przed
wydarzeniem,
w
tym
etap
prowadzonych
rozmów. Dopiero wtedy może sprawdzić, jaki
dodatkowy biznes przyniósł event.
– Po wydarzeniu warto sprawdzić inkrementalny
biznes, który ono przyniosło – radzi Babiak.
Chodzi
między
innymi
o
zamówienia
od
klientów,
którzy
wcześniej
nie
kupowali,
a zdecydowali się na współpracę po udziale w
wydarzeniu.
Trzeba
przy
tym
uwzględnić
długość cyklu sprzedażowego. Nowy klient
może potrzebować więcej czasu na podjęcie
decyzji niż osoba, która już zna firmę i jej ofertę.
Żaneta Berus, prezes zarządu Stowarzyszenia
Branży Eventowej, również podkreśla znaczenie
dalszego
losu
pozyskanych
kontaktów.
Jej
zdaniem sama liczba leadów nie wystarczy.
Liczy się to, z kim przedstawiciele firmy
rozmawiali, czy pojawiło się zapytanie i co zrobił
z nim handlowiec.
– Jedna rozmowa z właściwą osobą może być
więcej
warta
niż
sto
zeskanowanych
identyfikatorów – zauważa Berus.
Ekspertka
przestrzega
przy
tym
przed
sprowadzaniem skuteczności wydarzenia do
tabel i wskaźników. Najważniejszy pozostaje
człowiek – jego potrzeby, decyzje i relacja
z marką. Nie każdy wartościowy kontakt od razu
kończy się sprzedażą. Czasem jego efekty
pojawiają się dopiero po kilku miesiącach.
Dlatego warto wracać do danych w CRM
i sprawdzać, czy nawiązana podczas eventu
relacja przerodziła się w dalszą współpracę.
Nie każda późniejsza sprzedaż jest jednak
zasługą
wydarzenia.
Trzeba
uwzględnić
wcześniejsze relacje z klientem i inne działania
marketingowe. Pomiar powinien pokazywać, co
event
rzeczywiście
zmienił,
a
nie
tylko
potwierdzać sukces.
05
www.wirtualnemedia.pl
Anna Gogacz
założycielka i CEO
Allegro Brand
Experience Agency
PRAWDZIWĄ WARTOŚĆ
DOBREGO EVENTU
CZĘSTO WIDAĆ DOPIERO
PÓŹNIEJ – W RELACJACH,
KTÓRE UDAŁO SIĘ
ZBUDOWAĆ, DECYZJACH
ZAKUPOWYCH, NOWYCH
MOŻLIWOŚCIACH
BIZNESOWYCH CZY
ZMIANIE SPOSOBU
POSTRZEGANIA MARKI.
Dlatego wskaźniki należy dobierać do założeń
projektu. Mogą obejmować konwersję leadów,
zaangażowanie
konsumentów,
relacje
z
partnerami
czy
treści,
które
będą
wykorzystywane
przez
markę
długo
po
zakończeniu wydarzenia.
CRM pokaże, co wydarzyło się po evencie
Samo zebranie kontaktów nie oznacza jeszcze,
że event przyniósł korzyści. Trzeba sprawdzić,
czy
rozmowy
doprowadziły
do
zapytań
ofertowych,
kolejnych
działań
handlowych,
sprzedaży.
Live
Age
opracowało
Mapę
Efektywności
Eventów, która pozwala dobierać mierniki do
konkretnego projektu i danych dostępnych
w organizacji. Górka przytacza przykład jednego
z projektów, w którym decyzje zakupowe
uczestników
wydarzenia
były
trzykrotnie
częstsze niż w grupie klientów, którzy w nim nie
uczestniczyli.
– Po prostu szukać danych, a nie marzyć
o ideale albo narzekać na brak środków na duże
badanie – radzi Górka.
Pomiar zaczyna się przed wydarzeniem
Eksperci podkreślają, że skuteczność eventu
trzeba mierzyć od początku, a nie dopiero po
jego zakończeniu. Przed wydarzeniem należy
określić cel i wskaźniki sukcesu. W trakcie
zbierać dane o kontaktach i zaangażowaniu
uczestników, a po evencie sprawdzić, jakie
efekty udało się osiągnąć.
Kazimierska podkreśla, że za realizację ustaleń
powinna odpowiadać konkretna osoba. Bez
tego nawet dobrze rokujący kontakt może nie
przynieść żadnego efektu.
– Decyzja bez wdrożenia jest tylko deklaracją,
a event bez mierzalnego celu – wydatkiem,
którego wartości nie potrafimy udowodnić –
zaznacza ekspertka.
Bartosz Konopka dodaje, że po wydarzeniu
warto zebrać także krytyczne opinie. Mogą
pomóc poprawić ofertę, organizację i kolejne
edycje. Ważne, by zasady gromadzenia danych
ustalić wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy firma
chce wykazać sukces.
Skuteczność
eventu
nie
zależy
od
liczby
wskaźników, ale od ich dopasowania do celu
wydarzenia. Ważne jest też sprawdzenie, co
faktycznie udało się dzięki niemu osiągnąć.
Dopiero wtedy frekwencja i dobre opinie stają
się częścią pełnej oceny, a nie jedynym
dowodem sukcesu. ■
Grażyna
Kazimierska
rekomenduje
sprawdzanie
wyników po 30, 60 i 90 dniach. Jej zdaniem pozwala
to ocenić, czy kontakt doprowadził do kolejnego
spotkania, oferty, decyzji zakupowej lub pogłębienia
współpracy. – W marketingu nie chodzi o samo
zainteresowanie wydarzeniem, ale o to, co z tego
zainteresowania wynika – podkreśla Kazimierska.
Jak mierzyć zaangażowanie i zasięg wydarzenia?
Nie każdy event ma bezpośrednio generować
przychody.
W
przypadku
części
wydarzeń
ważniejsze
mogą
być
relacje,
doświadczenie
uczestników czy zasięg. Te efekty także można
mierzyć. Berus wskazuje na NPS – wskaźnik służący
do badania lojalności i satysfakcji klientów oraz ich
skłonności do polecania wydarzenia. Warto również
analizować czas spędzony przez uczestników na
miejscu i ich aktywność w aplikacji. Skuteczność
komunikacji można ocenić na podstawie publikacji
medialnych, monitoringu dyskusji w sieci (social
listening) oraz materiałów powstałych podczas
eventu.
Babiak
zwraca
z
kolei
uwagę
na
retencję
w
przypadku
wydarzeń
cyklicznych.
Warto
sprawdzić, jaki odsetek uczestników poprzedniej
edycji wrócił na kolejną. Istotna jest też sama formuła
wydarzenia. Program przeładowany prezentacjami
promocyjnymi może nie zachęcać ani do udziału, ani
do dzielenia się wrażeniami.
Organizatorzy
mogą
ułatwić
uczestnikom
publikowanie
relacji,
udostępniać
zdjęcia
i wprowadzać elementy grywalizacji. Dzięki temu
wydarzenie
może
funkcjonować
również
w mediach społecznościowych.
Osobnym
wyzwaniem
pozostaje
udowodnienie
wpływu eventu na wyniki marki. Dominik Górka, co-
CEO i dyrektor kreatywny Live Age, zwraca uwagę,
że
choć
badania
marketingowe
wskazują
na
skuteczność
doświadczeń
na
żywo,
pomiar
pojedynczego wydarzenia bywa trudny.
Problemem są koszty badań i oddzielenie wpływu
eventu od pozostałych działań marketingowych.
06
EVENT MARKETING
W świecie przesyconym reklamą coraz trudniej nie
tylko
przyciągnąć
uwagę
odbiorców,
ale
też
zbudować z nimi trwałą relację. Dlatego marki coraz
częściej inwestują we własne wydarzenia, które
pozwalają
angażować
uczestników,
tworzyć
wartościowe treści i wspierać cele biznesowe. Nie
chodzi jednak o zastąpienie digitalu, ale o umiejętne
łączenie kanałów.
Kampanie digitalowe pozwalają szybko docierać do
szerokich grup odbiorców, precyzyjnie targetować
przekaz
i
mierzyć
efektywność
działań.
Jednak
w rzeczywistości, w której konsumenci codziennie
stykają
się
z
ogromną
liczbą
komunikatów
reklamowych, samo dotarcie przestaje gwarantować
zainteresowanie.
Coraz trudniej nie tylko przyciągnąć uwagę odbiorcy,
ale i utrzymać ją na dłużej. Właśnie dlatego marki coraz
częściej dostrzegają potencjał własnych wydarzeń.
Event pozwala wyjść poza jednostronny komunikat
i stworzyć sytuację, w której konsument staje się
aktywnym uczestnikiem świata marki.
Marki chcą budować relacje
– Trudno jest dziś się wyróżnić, marki walczą o uwagę
konsumenta, który jest przebodźcowany i zmęczony
reklamami. Własne wydarzenie daje więc większą
kontrolę nad przekazem, emocjami uczestnika i jakością
relacji „live”. Nie chodzi jednak o zastąpienie reklam, ale
o stworzenie kontaktu z marką, którego nie da się
sprowadzić do wyświetlenia kolejnego komunikatu na
kolejnym ekranie – uważa Rafał Kupidura, prezes IF
Nation Group i agencji eventowej Imagine Nation.
Event zamiast reklamy?
Marki szukają czegoś więcej niż zasięgu
Beata Goczał
beata.goczal@wirtualnemedia.pl
07
www.wirtualnemedia.pl
Zdaniem
eksperta
wydarzenie
może
dziś
funkcjonować
jako
pełnoprawne
medium
reklamowe,
ponieważ
podobnie
jak
digital,
telewizja czy outdoor ma określony cel, grupę
odbiorców
i
mierniki
efektywności.
Jego
największą
przewagą
jest
jednak
możliwość
bezpośredniej interakcji.
Konsument nie tylko widzi przekaz, ale może
poznać
produkt,
porozmawiać
z przedstawicielami firmy i doświadczyć wartości
marki w praktyce. Event daje też możliwość
stworzenia autentycznych treści, które następnie
mogą
być
wykorzystywane
w
kampaniach
digitalowych.
Michał Kaleta, managing director w endorfina
events, zwraca uwagę, że popularność wydarzeń
wynika nie tylko z przesytu reklamą, ale również
ze zmieniających się oczekiwań odbiorców. Coraz
większego
znaczenia
nabiera
możliwość
osobistego uczestnictwa w doświadczeniu, a nie
jedynie obserwowania komunikacji prowadzonej
przez markę.
– Uczestnicy nie chcą już wyłącznie oglądać
marek. Chcą ich doświadczać, wchodzić w ich
świat i mieć poczucie, że poświęcony czas
przynosi im konkretną wartość – podkreśla Kaleta.
Własny event daje przy tym większą kontrolę nad
całym doświadczeniem odbiorcy: od pierwszego
kontaktu
z
zaproszeniem,
przez
atmosferę
i program, po sposób prezentacji produktu
i dalszą komunikację. Sponsoring istniejącego
wydarzenia zapewnia dostęp do zbudowanej już
publiczności, ale nie daje tak dużej swobody
w
kształtowaniu
wszystkich
punktów
styku
z marką. Dlatego własne formaty mają szczególny
sens
wtedy,
gdy
firma
chce
opowiedzieć
konkretną historię, zaprezentować nowy produkt
albo zbudować pogłębioną relację z wybraną
grupą klientów.
Uwaga i emocje zamiast kolejnych odsłon
reklamy
Jednym
z
najważniejszych
argumentów
przemawiających
za
inwestowaniem
w wydarzenia jest jakość kontaktu z odbiorcą.
Reklama display konkuruje o uwagę użytkownika
z innymi treściami na ekranie.
W przypadku eventu uczestnik świadomie decyduje
się poświęcić czas marce, często rejestrując się
wcześniej i przychodząc na wydarzenie z określonymi
oczekiwaniami. Dla marketerów oznacza to możliwość
zbudowania bardziej angażującej relacji niż przy
krótkim kontakcie z reklamą internetową.
– Po pierwsze, jeśli patrzymy na event przez pryzmat
uczestniczących
w
nim
gości,
bardzo
istotnym
argumentem
jest
uwaga.
Podczas
wydarzeń
w znacznie większym stopniu, niż przy zetknięciu
z innymi formami komunikacji marketingowej, mamy
uczestników
“tu
i
teraz”.
Przyszli
specjalnie
na
zaproszenie danej marki, więc z założenia mamy ich
większe zaangażowanie niż przy zetknięciu z reklamą
w internecie czy w telewizji. Po drugie, magia eventów
to dostarczanie przeżyć. Doświadczenia i emocje
najlepiej budują pamięć marki – podkreśla Dorota
Wojtczak, dyrektorka marketingu i partnerka zarządu
Live Age. Przywołane przez ekspertkę badania Event
Track 2025 i Freeman Trust Report 2025–2026
pokazują, że wydarzenia mogą poprawiać postrzeganie
marki i budować zaufanie. Po evencie dwie trzecie
uczestników deklaruje bardziej pozytywny stosunek do
marki, a 77 proc. – większe zaufanie po bezpośrednim
kontakcie.
Choć
to
deklaracje
respondentów,
wskazują, że firmy coraz częściej oceniają eventy nie
tylko przez pryzmat zasięgu, ale też wpływu na
wizerunek.
Michał Kaleta zauważa, że przewaga wydarzeń polega
także na możliwości angażowania wielu zmysłów
i tworzenia osobistych skojarzeń. Jak mówi, konsument
może
samodzielnie
przetestować
produkt,
porozmawiać z jego twórcami i doświadczyć go
w kontekście, którego nie zapewni nawet dobrze
przygotowany
materiał
reklamowy.
Takie
doświadczenie może pozostać w pamięci dłużej niż
komunikat,
który
odbiorca
zobaczył
podczas
przeglądania internetu.
Jeden event, wiele treści
Marki
inwestują
we
własne
wydarzenia
również
dlatego, że ich potencjał komunikacyjny nie kończy się
w momencie wyjścia ostatniego uczestnika. Dobrze
zaprojektowany event może dostarczyć materiałów
wykorzystywanych
przez
kolejne
tygodnie
lub
miesiące:
nagrań
wideo,
wywiadów,
wypowiedzi
ekspertów, relacji uczestników, materiałów do mediów
społecznościowych,
publikacji
PR
czy
treści
wspierających sprzedaż.
08
EVENT MARKETING
To
zmienia
sposób
kalkulowania
wartości
wydarzenia. Zamiast traktować je wyłącznie jako
koszt dotarcia do osób obecnych na miejscu,
marketerzy mogą uwzględniać również zasięg
materiałów, które powstaną podczas eventu i będą
następnie dystrybuowane w innych kanałach.
– Od koleżanek i kolegów z domów mediowych
słyszymy
dziś,
że
wolą
budować
kampanie
zasięgowe na contencie z eventów, bo przynosi
lepsze
wyniki.
Po
zachwycie
możliwościami
tworzenia i dystrybucji treści, który doprowadził do
“content flood”, dziś szala przechyla się w stronę
“less is more” – mniej, za to bardziej jakościowych
materiałów. A takich dostarczają wydarzenia –
wskazuje Dorota Wojtczak.
Wydarzenie
pozwala
zgromadzić
w
jednym
miejscu przedstawicieli marki, klientów, ekspertów
i twórców internetowych. Dzięki temu może pełnić
funkcję
studia
produkcyjnego,
przestrzeni
do
rozmów biznesowych i platformy komunikacyjnej
jednocześnie. Istotne jest jednak, aby produkcję
treści uwzględnić już na etapie planowania, zamiast
ograniczać się do dokumentowania przebiegu
imprezy.
Takie podejście stosuje m.in. endorfina events.
Michał Kaleta przywołuje przykład BlastCast,
pierwszego w Polsce festiwalu podcastów, przy
którego
realizacji
agencja
odpowiadała
za
produkcję
i
doradztwo
dotyczące
doboru
panelistów oraz dziennikarzy. W tym projekcie
istotne było wcześniejsze zaplanowanie historii,
formatów i rozmówców, tak aby powstałe treści
mogły funkcjonować również po zakończeniu
wydarzenia.
–
W
takim
podejściu
event
nie
jest
jednorazowym
punktem
w
kalendarzu,
ale
źródłem treści, które mogą pracować na markę
długo po jego zakończeniu – zaznacza Kaleta.
09
www.wirtualnemedia.pl
Męskie Granie jako medium marki
Przykładem wydarzenia, które wykroczyło poza
tradycyjną funkcję promocyjną, jest Męskie Granie,
projekt marki Żywiec, który z czasem zyskał
rozpoznawalność
i
publiczność.
Dziś
jego
komunikacja przekracza standardową promocję
koncertów.
–
Męskie
Granie
to
długofalowa
platforma
komunikacyjna,
która
ma
własną
tożsamość,
historię i publiczność. Nie jest jedynie miejscem
ekspozycji marki – samo stało się projektem, na
którego
kolejne
odsłony
odbiorcy
czekają
–
podkreśla Dorota Nowakowska-Postolko, senior
brand manager w Grupie Żywiec.
Od pierwszej edycji w 2010 roku, obejmującej
sześć koncertów, Męskie Granie rozwinęło się do
projektu, który w ciągu 17 edycji zgromadził ponad
milion uczestników podczas 146 koncertów. Pięć
najpopularniejszych hymnów osiągnęło łącznie
ponad 450 mln wyświetleń na YouTube.
Nowakowska-Postolko tłumaczy, że komunikacja
Męskiego
Grania
jest
planowana
jako
seria
momentów
podtrzymujących
zainteresowanie
przez cały sezon. Ogłoszenia artystów, skład
Orkiestry, premiera hymnu, projekty specjalne
i materiały powstające podczas trasy tworzą
kolejne punkty styku z odbiorcami. PR odpowiada
za szerszą obecność w mediach, social media
rozwijają rozmowę z publicznością, a muzyka
i wideo docierają również do osób, które nie
uczestniczą w koncertach.
Z perspektywy marki najważniejsze jest to, że
projekt dostarcza odbiorcom wartość niezależną od
komunikatu reklamowego. Publiczność przychodzi
przede wszystkim dla muzyki i artystów. Żywiec
staje się częścią tych przeżyć, zamiast ograniczać
się do roli nadawcy reklamy.
Orange z kolei wykorzystuje wydarzenia (np.
Orange
Warsaw
Festival)
do
tworzenia
interaktywnych stref, aktywacji konsumenckich,
prezentacji technologii i komunikacji produktów.
Jednocześnie prowadzi działania w social mediach
przez cały rok, a podczas festiwali analizuje
zaangażowanie
uczestników,
opinie
o
marce
i strefach promocyjnych. Wydarzenie pełni więc
funkcję
nie
tylko
wizerunkową,
ale
również
komunikacyjną i biznesową.
Event, czyli inwestycja
Choć marki coraz częściej dostrzegają korzyści
wynikające
z
własnych
wydarzeń,
jednym
z największych wyzwań pozostaje mierzenie ich
efektywności.
W
przypadku
reklamy
display
marketerzy mogą stosunkowo łatwo analizować
wyświetlenia, kliknięcia czy konwersje. Wydarzenia
generują natomiast także efekty, które trudniej
bezpośrednio przeliczyć na wynik finansowy:
emocje,
zaufanie,
jakość
relacji,
zmianę
postrzegania marki czy większą skłonność do
zakupu.
Rafał Kupidura zauważa, że budżety eventowe
coraz
częściej
zaczynają
być
powiązane
z konkretnymi celami biznesowymi: pozyskaniem
leadów, rozwojem relacji z klientami, wzrostem
sprzedaży czy produkcją treści. Nadal jednak nie
jest to standardem.
– Przede wszystkim sposób definiowania sukcesu:
nie przez frekwencję, jakość oprawy czy sprawną
realizację, ale przez wpływ na odbiorców i cele
biznesowe. Event powinien być uwzględniany już
na etapie tworzenia strategii komunikacji, a nie
dopiero wtedy, gdy trzeba zaplanować dodatkową
aktywację – podkreśla Kupidura.
W Live Age opracowano Mapę Efektywności
Eventów, czyli narzędzie, które m.in. pomaga
dobierać wskaźniki do charakteru i celów projektu.
Dorota
Wojtczak
zwraca
uwagę,
że
efekty
wydarzenia powinny być analizowane zarówno w
krótkiej, jak i dłuższej perspektywie. Bezpośrednio
po
evencie
można
oceniać
frekwencję,
zaangażowanie
czy
zainteresowanie,
jakie
wzbudził on w mediach. Natomiast wpływ na
sprzedaż i relacje biznesowe może ujawniać się
dopiero po kilku miesiącach.
Z kolei endorfina events rozwija narzędzie ROX
(Return on Experience), które ma oceniać wartość
wydarzenia
przez
pryzmat
zaangażowania
uczestników, zdobytej wiedzy, emocji, relacji
i zmiany postrzegania marki. Jak zaznacza Michał
Kaleta, nie chodzi o zastąpienie klasycznego ROI,
ale o uzupełnienie go o wskaźniki pokazujące
szerszy wpływ eventu na odbiorców.
Zmienia się również rola agencji eventowych.
Marki oczekują od nich nie tylko sprawnej
organizacji
wydarzeń,
ale
także
wsparcia
strategicznego, tworzenia treści i analizy efektów.
Scenografia, technologia i catering nadal mają
znaczenie, jednak najważniejsze jest to, czy
wydarzenie
realizuje
cele
komunikacyjne
i biznesowe marki.
Budżety z displayu do event marketingu?
Mimo rosnącego zainteresowania wydarzeniami
eksperci nie przewidują prostego przesuwania
budżetów
z
reklamy
digitalowej
do
event
marketingu. Oba kanały pełnią różne funkcje
i mogą wzajemnie zwiększać swoją skuteczność.
Digital
zapewnia
skalę
i
precyzję
dotarcia,
natomiast
wydarzenia
umożliwiają
budowanie
głębszych relacji oraz tworzenie treści, które
później
można
wykorzystać
w
kampaniach
reklamowych.
Karolina Zaleska,
menedżerka ds.
sponsoringu Orange
Polska
FESTIWAL UMOŻLIWIA
DOTARCIE Z PRZEKAZEM W
NIESTANDARDOWY SPOSÓB
OPIERAJĄC SIĘ NA
POZYTYWNYCH, MUZYCZNYCH
SKOJARZENIACH I WPŁYWA NA
POZYTYWNY ODBIÓR MARKI. A
TO JEST ZDECYDOWANĄ
PRZEWAGĄ W ZDOBYWANIU
UWAGI KLIENTA
10
EVENT MARKETING
– Dziś nie stawiałabym pytania: własny event czy
kampania
digitalowa?
Zamiast
wybierać
jedno
z tych rozwiązań, warto je łączyć. Event wsparty
kampanią digitalową to przykład „bothism” –
podejścia popularyzowanego przez Marka Ritsona,
jednego z czołowych ekspertów w dziedzinie
strategii marketingowej i brandingu. Nie musimy
wybierać między jednym a drugim. Kluczem jest
umiejętne łączenie kanałów i dobranie ich proporcji
do celów oraz potrzeb marki – zaznacza Dorota
Wojtczak.
Wtóruje jej Dorota Nowakowska-Postolko z Grupy
Żywiec, która podkreśla, że dla marki ważniejsze od
wyboru jednego medium jest umiejętne łączenie
różnych kanałów. Event dostarcza doświadczeń
i treści, które reklama, PR i media społecznościowe
pomagają
rozpowszechniać
wśród
szerszej
publiczności.
Również
Michał
Kaleta
wskazuje,
że
bardziej
prawdopodobnym
kierunkiem
rozwoju
rynku
będzie
poszukiwanie
równowagi
między
skalą
dotarcia a jakością kontaktu z marką. Kluczowe
znaczenie ma przy tym możliwość udowodnienia
wartości inwestycji w wydarzenia na podstawie
konkretnych wyników, a nie wyłącznie intuicji
marketerów.
Rosnąca
popularność
własnych
eventów
nie
oznacza więc, że marki rezygnują z reklamy display.
Coraz
częściej
dostrzegają
jednak,
że
sama
widoczność nie wystarcza do zbudowania trwałej
relacji z konsumentem. Własne wydarzenie daje im
większą kontrolę nad doświadczeniem odbiorcy,
możliwość stworzenia autentycznych treści i szansę
na rozwijanie komunikacji znacznie dłużej niż trwa
sama impreza. ■
reklama
11
www.wirtualnemedia.pl
Kiedy kupują bilety, o której przychodzą i czy
umawiają
się
na
rozmowy?
Gridaly
przeanalizowało
dane
z
704
wydarzeń,
by
sprawdzić zachowania ich uczestników. Michał
Ratajczak, CEO firmy, opowiada nam, co z tych
obserwacji wynika dla organizatorów.
Przygotowanie się do konferencji to o wiele więcej
niż kupienie biletu i przyjście na wydarzenie. Trzeba
wybrać warsztaty, umówić spotkanie z wystawcą,
mieć
pod
ręką
rozpiskę
godzinową.
Gridaly
pozwala zebrać to wszystko w jednym miejscu.
W aplikacji uczestnik sprawdza program, zapisuje
się na interesujące go sesje i ustala, z kim chciałby
porozmawiać.
Nie trzeba więc szeregu maili, trzech różnych
aplikacji i kalendarza. Może w ten sposób ułożyć
własny plan, w którym połączy wystąpienia na
różnych scenach z warsztatami i spotkaniami.
W tym czasie organizator korzysta z tej samej
platformy.
Przygotowuje
stronę
wydarzenia,
uruchamia
sprzedaż
biletów
i
prowadzi
komunikację z uczestnikami.
Później,
podczas
obsługi
wejść,
z
łatwością
sprawdza, kto rzeczywiście dotarł. Jeśli skanuje
bilety
również
przed
poszczególnymi
salami,
dowiaduje się, ilu wcześniej zapisanych przyszło na
warsztat. A po konferencji ma informacje zarówno
o deklarowanym zainteresowaniu, jak i faktycznej
obecności.
To właśnie te dane zbierane podczas obsługi
wydarzeń stały się podstawą raportu Gridaly
o trendach w świecie eventów na 2027 rok. Firma
przeanalizowała 704 wydarzenia z trzech ostatnich
lat oraz ponad 500 tys. profili uczestników. Dane za
ostatni rok obejmowały okres do 26 sierpnia.
Gridaly sprawdziło, jak uczestnicy
korzystają z wydarzeń
Kacper Peresada
kacper.peresada@wirtualnemedia.pl
Materiał partnerski
12
EVENT MARKETING
Profil oznaczał rejestrację na konkretne wydarzenie,
więc jedna osoba mogła pojawić się w analizie kilka
razy.
Ponad
połowę
próby
w
każdym
roku
stanowiły wydarzenia na 100-999 uczestników.
Większość wyników przedstawiono jako mediany
po wydarzeniach, czyli wartości środkowe, a nie
średnie dla całej grupy uczestników.
– Prognozą jest dopiero nasza teza, że te zjawiska
będą kształtować wydarzenia w 2027 roku. To
interpretacja trendów, a nie model prognostyczny –
zaznacza Michał Ratajczak, CEO Gridaly.
Najpierw trzeba ustalić, ilu gości przyjdzie
Dane zebrane przez aplikację pozwoliły przyjrzeć
się problemowi, z którym każdy organizator mierzy
się jeszcze przed konferencją: jak zaplanować salę,
catering
i
obsługę,
skoro
lista
uczestników
pozostaje otwarta niemal do ostatniej chwili?
W
typowym
bezpłatnym
wydarzeniu
połowa
wszystkich
rejestracji
była
zebrana
dopiero
dziewięć dni przed jego rozpoczęciem. Cztery dni
przed startem było to około trzech czwartych,
a próg 90 proc. osiągano w ostatniej dobie. Przy
płatnych wydarzeniach połowa zapisów przypadała
natomiast
na
około
dwa
tygodnie
przed
rozpoczęciem.
W
badanym
okresie
uczestnicy
bezpłatnych
wydarzeń zaczęli jednak zapisywać się wcześniej. W
2024 roku na ostatni tydzień przypadało 60 proc.
rejestracji, a w 2026 roku już tylko 34 proc. Ta
zmiana nie usuwa jednak niepewności, ponieważ
w co trzecim bezpłatnym wydarzeniu ponad
połowa zapisów nadal napływała w ostatnim
tygodniu. Co chyba oczywiste, rejestracja nie
oznacza pewnej obecności. Jak podaje Gridaly, na
bezpłatne wydarzenia przychodziło średnio 59
proc. zapisanych.
Jak więc oceniać, ile osób tak naprawdę się pojawi?
Ratajczak
wskazuje,
że
najlepszym
punktem
odniesienia są wcześniejsze edycje tego samego
wydarzenia.
Organizator
może
porównać
tempo
zapisów,
a następnie sprawdzić, jaka część zarejestrowanych
rzeczywiście była obecna. Nie ma jednak niestety
matematycznej formuły, którą można zastosować do
wszystkich konferencji.
Osobną kwestią jest to, czy uczestnik zapłacił za
udział.
W
analizowanych
płatnych
wydarzeniach
frekwencja wśród osób z biletami za 1-100 zł wynosiła
85 proc., wobec 59 proc. w grupie osób wpisanych
bez zakupu, np. zaproszonych gości i partnerów.
Zdaniem
Ratajczaka
organizatorzy
bezpłatnych
wydarzeń powinni sprawdzić, czy nawet symboliczna
opłata ograniczy liczbę rejestracji bez późniejszego
udziału. Proponuje, by przeznaczyć ją na poczęstunek
lub zwracać w formie kuponu do wykorzystania przy
barze. Choć takie rozwiązanie może zmniejszyć liczbę
zapisów,
to
jednocześnie
może
zwiększyć
zaangażowanie uczestników.
13
www.wirtualnemedia.pl
Tańsza pula dawała powód do zakupu
W
przypadku
płatnych
wydarzeń
na
tempo
sprzedaży wpływa harmonogram udostępniania
kolejnych pul biletów. Gridaly przeanalizowało 49
pul
cenowych
z
18
wydarzeń.
Dzień
przed
zakończeniem
sprzedaży
tańszej
puli
liczba
sprzedawanych biletów była średnio 3,9 razy
wyższa niż dzienny poziom odniesienia, wyliczony
na podstawie sprzedaży od 14. do czwartego dnia
przed końcem puli.
Do analizy wybrano pierwsze pule, po których
wprowadzano wyższe ceny i w ramach których
sprzedano co najmniej 20 biletów. W ostatnim
tygodniu sprzedaży przypadało na nie zwykle około
31 proc. wszystkich sprzedanych biletów z danej
puli.
Podwyżka
cen
nie
oznaczała
jednak
zahamowania
sprzedaży.
Przez
kolejne
dwa
tygodnie utrzymywała się ona na poziomie około
0,9 dziennego poziomu odniesienia. Analiza nie
uwzględniała jednak wpływu reklam i newsletterów
publikowanych
poza
platformą,
które
mogły
wpływać na poziom sprzedaży biletów.
– W praktyce te czynniki są ze sobą powiązane: koniec
tańszej puli daje organizatorowi konkretny powód, by
przypomnieć o biletach, a kupującemu – by podjąć
decyzję – mówi Ratajczak.
Początek programu nie oznacza końca przyjmowania
gości
Kolejny problem pojawia się już w dniu wydarzenia.
Nawet uczestnicy, którzy zdecydowali się przyjść,
niekoniecznie są na miejscu od początku. Według
analizy aplikacji, na pół godziny przed startem
obecnych na wydarzeniach pojawia się około 26 proc.
gości,
a
mniej
więcej
połowa
przychodzi
po
rozpoczęciu programu.
Zdaniem szefa Gridaly tego typu informacja powinna
mieć wpływ na to, jak planuje się kolejność wystąpień
na
tego
typu
spotkaniach.
Umieszczenie
najważniejszego punktu na samym początku oznacza,
że część publiczności może go ominąć. Późne
przyjścia wymagają też utrzymania obsady recepcji po
oficjalnym otwarciu, co zresztą firma zaleca.
– Zamiast twardego startu o 9:00 lepiej zaplanować
godzinny blok rejestracji. Tak zrobili organizatorzy
TEDxWarsaw, którzy przed pierwszym wystąpieniem
przeznaczyli godzinę na rejestrację, kawę i networking
– wskazuje Ratajczak.
Na rozmowy potrzebny jest czas i miejsce
Z analizy wynika, że jeśli nawiązywanie kontaktów jest
ważnym
celem
wydarzenia,
nie
wystarcza
pozostawienie go wyłącznie przerwom kawowym.
Gridaly porównało wydarzenia z osobnym blokiem
networkingowym
z
tymi,
które
nie
miały
go
w programie. W pierwszej grupie uczestnicy umawiali
dwa razy więcej spotkań indywidualnych. Odsetek
osób z co najmniej jednym nowym kontaktem wynosił
31 proc., wobec 18 proc. w drugiej grupie.
Ratajczak zaznacza, że samo zarezerwowanie czasu
w
agendzie
nie
rozwiązuje
całego
problemu.
Uczestnicy potrzebują również miejsca do rozmów,
sposobu ustalania terminów i osoby odpowiedzialnej
za organizację tej przestrzeni.
Na zdjęciu Michał Ratajczak.
14
EVENT MARKETING
Punkty za aktywność, ale bez oceny jakości
Do korzystania z aplikacji i nawiązywania kontaktów
może też zachęcać grywalizacja. Organizator może
przyznawać punkty m.in. za uzupełnienie profilu,
ocenę
prelekcji,
umówienie
spotkania
czy
zeskanowanie kodu na stoisku wystawcy. Tego typu
zadania
mogą
więc
stać
się
pretekstem
do
odwiedzenia partnera wydarzenia i rozpoczęcie
z nim rozmowy.
Gridaly porównało 76 wydarzeń z grywalizacją ze
175, w których jej nie stosowano. Analiza objęła
wydarzenia stacjonarne z aplikacją i co najmniej 100
uczestnikami, a wyniki przeliczono na 100 osób.
Wydarzenia z grywalizacją miały wyższą medianę
liczby
umówionych
spotkań:
4,4
wobec
1,1.
Uczestnicy wysyłali też więcej wiadomości na czacie
(68 wobec 14) i częściej oceniali sesje (60 wobec
pięciu).
Nie oznacza to jednak, że sama grywalizacja
odpowiada za te różnice. Jak zaznacza Ratajczak,
sięgali
po
nią
częściej
organizatorzy,
którzy
intensywniej promowali aplikację i bardziej dbali
o zaangażowanie uczestników. Znaczenie miały
więc również wielkość i charakter wydarzenia.
– Nie oceniamy jakości spotkań, ponieważ nie mamy
wglądu w to, czego dotyczyły rozmowy – zaznacza
Ratajczak.
Przykładem tego działania jest Carpathian Startup
Fest, podczas którego przedstawiciele startupów
spotykają się m.in. z inwestorami. Wcześniej
organizatorzy zapewniali przestrzeń, ale znalezienie
rozmówcy i umówienie spotkania pozostawało po
stronie gości. Po wdrożeniu Gridaly mogli zacząć
przygotowywać rozmowy już dwa tygodnie przed
przyjazdem. System sam podpowiadał kontakty na
podstawie
ich
profili,
a
uczestnicy
określali
dostępność i przyjmowali zaproszenia. Według
danych przekazanych przez firmę aplikację pobrało
ponad 50 proc. zarejestrowanych, a w strefie
Business Dating odbyło się 1 488 spotkań.
Możliwość wcześniejszego umówienia spotkań daje
uczestnikom dodatkowy powód, by przyjechać na
wydarzenie. Wiedzą, z kim się spotkają i czego
mogą się spodziewać.
– Uczestnik widzi w niej agendę i listę osób,
z którymi może porozmawiać, a przede wszystkim
może wcześniej umówić spotkania jeden na jeden,
a takie spotkanie daje mu konkretny powód, żeby
przyjść – mówi CEO Gridaly.
Firma sprawdziła również frekwencję wśród osób,
które przed wydarzeniem zainstalowały aplikację.
Była ona o 17-20 pkt proc. wyższa niż wśród
pozostałych zarejestrowanych. Ratajczak zastrzega
jednak, że nie można całej różnicy przypisać
aplikacji, bo w końcu mogły ją chętniej pobierać
osoby już zdecydowane na udział.
15
www.wirtualnemedia.pl
Powód do powrotu
Zakończenie
programu
nie
oznacza
natychmiastowego
porzucenia
aplikacji.
Uczestnicy wracali do niej po materiały, nagrania
i zebrane kontakty. Dzień później aktywność
sięgała jeszcze 45 proc. poziomu szczytowego,
ale po tygodniu spadała do 3 proc.
– Przy pojedynczej konferencji to naturalny rytm
i nie traktujemy go jako problemu, bo uczestnik
nie ma powodu, żeby codziennie zaglądać do
aplikacji wydarzenia, które już się odbyło –
wyjaśnia Ratajczak.
Utrzymanie kontaktu przez dłuższy czas ma
większe
uzasadnienie
tam,
gdzie
organizator
przygotowuje cały cykl spotkań. Firma podaje
przykład Sprawnego Marketingu, który w aplikacji
I
Love
Marketing
obsługiwał
kilkanaście
wydarzeń.
Uczestnicy
zachowują
dostęp
do
poprzednich edycji, a przed kolejnymi wracają do
tego samego narzędzia.
Ratajczak wskazuje też na znaczenie stopniowego
publikowania materiałów po konferencji. Zamiast
udostępniać
wszystko
następnego
dnia,
organizator może rozłożyć publikacje w czasie,
dając uczestnikom kolejne powody do powrotu.
Podobną
funkcję
mogą
pełnić
zapowiedzi
następnych
spotkań,
webinarów
czy
edycji
w innych miastach.
Organizator widzi więcej niż liczbę wejść
Dla organizatora zakończenie konferencji jest
momentem na analizę zebranych informacji. Może
sprawdzić, które sesje przyciągnęły uczestników,
jak
przebiegało
wpuszczanie
gości
i
czym
interesowali się przy stoiskach. A przygotowując
następną edycję, będzie miał podstawę, aby
ulepszyć
program,
zmienić
obsadę
czy
zaplanować odpowiedni catering.
"Event Industry Foresight" opracowali Dominik
Marek,
marketing
manager,
oraz
Michał
Kruszyński, chief of growth. Pełny raport znajduje
się na stronie raport.gridaly.com. ■
16
EVENT MARKETING
Pełna
strefa
i
rozdane
upominki
dobrze
wyglądają, gdy podsumowujemy wydarzenie.
Sponsorzy chcą jednak wiedzieć więcej: kto ich
odwiedził, co zapamiętał i czy zainteresował się
ofertą.
A
żeby
móc
to
sprawdzić,
trzeba
zaplanować więcej niż zakup pakietu i ustawienie
stoiska.
Zakup pakietu sponsorskiego zapewnia oczywiście
marce miejsce na wydarzeniu, ale nie gwarantuje
zainteresowania
uczestników.
Logo
zostanie
zauważone, konkurs przyciągnie chętnych, a strefa
wypełni się gośćmi. Ale czy po wyjściu będą oni
pamiętali
coś
więcej
niż
atrakcję,
z
której
skorzystali.
Sebastian Oprządek, prezes zarządu El Padre,
podkreśla, że sponsorzy coraz mocniej wiążą
obecność na wydarzeniu z konkretnym celem
marki. Chcą wiedzieć, do kogo dotrą, jakie
doświadczenie zaproponują odbiorcom i czy
będą mogli kontynuować kontakt po evencie.
– Nie powiedziałbym, że widoczność marki
straciła
wartość
–
raczej
przestała
być
wystarczającym wynikiem sama w sobie –
zaznacza Oprządek.
Pełna strefa, rozdane
gadżety i co dalej?
Kacper Peresada
kacper.peresada@wirtualnemedia.pl
17
www.wirtualnemedia.pl
Różne powody do odwiedzin łączyła choćby strefa
Rossmanna
na
Open’erze,
którą
przywołuje
Oprządek. Uczestnicy mogli skorzystać m.in. ze
stanowisk beauty, usług barbera, tatuaży z henny,
miejsc odpoczynku czy trybun z widokiem na scenę
główną. Miała też własny program muzyczny.
Według prezesa El Padre w ciągu czterech dni
odwiedziło ją ponad sto tys. osób. Czujniki i kamery
pozwalały
mierzyć
ruch
oraz
liczbę
gości
przebywających jednocześnie w poszczególnych
częściach przestrzeni. Jak relacjonuje Oprządek,
badano również interakcje, czas zaangażowania
i skojarzenie marki z wydarzeniem.
Te pomiary odpowiadają na różne pytania. Duży
ruch pokazuje, że strefa przyciągała uczestników,
ale dopiero dalsze badanie pozwala ocenić, co z tej
wizyty pozostało.
–
Sam
wynik
frekwencyjny
nie
mówi,
ilu
odwiedzających zapamiętało markę ani jak zmieniło
się ich zainteresowanie ofertą – zaznacza Oprządek.
Podobny problem pojawia się przy konkursach. Lista
uczestników może być długa, ale nie każdy, kto
zostawił dane, chce później rozmawiać o zakupie.
Część osób interesuje wyłącznie nagroda.
Wojtczak jest szczególnie sceptyczna wobec gier
i zabaw służących pozyskiwaniu kontaktów w B2B.
Większą
wartość
widzi
w
korzyści
związanej
z rzeczywistą potrzebą odbiorcy: jeśli ktoś interesuje
się produktem, zniżka może skłonić go do założenia
konta w aplikacji.
Wojtkiewicz dopuszcza konkurs jako początek takiej
relacji, ale pod warunkiem, że jego mechanika
i nagroda wiążą się z ofertą sponsora. Uczestnik
powinien
przy
okazji
dowiedzieć
się
czegoś
o produkcie. Wtedy nagroda może ułatwić kolejny
krok w stronę zakupu. Czy do niego doszło, trzeba
już
sprawdzić
poza
samą
strefą.
Rozmówcy
wymieniają
unikalne
kody
i
vouchery,
linki
przypisane do aktywacji, dobrowolne zapisy oraz
późniejsze działania w kanałach marki.
– Bez takich danych nie można rzetelnie powiedzieć,
że konkurs przełożył się na sprzedaż – podkreśla
Oprządek.
Na wykorzystanie pakietu też trzeba mieć
pieniądze
Przygotowanie takiej ścieżki wymaga budżetu.
Po zakupie praw sponsorskich pozostają wydatki
na projekt i produkcję strefy, obsługę, logistykę,
komunikację oraz pomiar.
Dorota Wojtczak, partnerka w agencji Live Age,
upatruje
przyczyn
tej
zmiany
po
stronie
uczestników. W natłoku treści kolejne logo łatwo
przeoczyć. Marka musi więc zaoferować coś,
czemu
odbiorca
zechce
poświęcić
uwagę.
W projektach B2B, w których specjalizuje się Live
Age,
mogą
to
być
wystąpienia
pokazujące
konkretne wdrożenia, demonstracje i możliwość
przetestowania produktu. Sponsor dostaje w takiej
sytuacji okazję do zaprezentowania oferty, a co
najważniejsze – uczestnik ma powód, żeby się z nią
zapoznać.
Rozmówcy podkreślają zarazem, że nie oznacza to,
że
gotowe
pakiety
sponsorskie
przestały
się
sprawdzać. Zdaniem Wojtczak mają sens, jeśli
organizator
dobrze
zna
publiczność
i
potrafi
dopasować do niej świadczenia. Znaczenie ma też
jego reputacja: przy odpowiednim organizatorze,
niektórym firmom będzie zależeć na samym
pojawieniu się w gronie partnerów.
Dla tych, które chcą wykorzystać wydarzenie do
zainteresowania odbiorców produktem, podpisanie
umowy jest jednak dopiero początkiem pracy.
Najpierw powód do wejścia, potem kontakt
z marką
Dawid
Wojtkiewicz,
business
development
creative director w endorfina events, wskazuje, że
sponsorzy chętniej inwestują w doświadczenia
angażujące uczestników i treści, którymi chcą się
dzielić. Obecność marki ma przy tym obejmować
także
komunikację
przed
i
po
zakończeniu
wydarzenia. Samo stoisko – nawet w dobrym
miejscu – nie zapewnia takiego efektu.
Jego
projektowanie
powinno
zacząć
się
od
prostego pytania: co uczestnik zyska dzięki wizycie.
Może
będzie
chciał
odpocząć,
wypróbować
produkt albo porozmawiać z kimś, kto pomoże mu
rozwiązać konkretny problem. Dopiero wokół tego
powinno się układać przestrzeń i przebieg wizyty.
Wojtkiewicz zwraca uwagę na rolę obsługi. Wygląd
strefy może zachęcić do wejścia, ale bez osób,
które w odpowiedni sposób opowiedzą o ofercie,
nic
z
tego
nie
wyniknie.
Bez
nich
łatwo
przygotować popularną atrakcję, z której marka
niewiele wyniesie.
– Po wyjściu uczestnik powinien umieć powiedzieć,
czym marka się zajmuje, a nie tylko że było fajnie
i coś dostał – mówi.
18
EVENT MARKETING
Co zostaje po wydarzeniu
Od tego ustalenia zależy również zawartość
raportu. Wojtkiewicz rozróżnia trzy poziomy
pomiaru: aktywność, zaangażowanie i korzyść
biznesową. Frekwencja czy liczba rozdanych
próbek pokazują skalę działań. Czas spędzony w
strefie i przejście całej zaplanowanej ścieżki
mówią
więcej
o
zachowaniu
uczestnika.
Wykorzystanie kodu lub późniejsze zakupy
pozwalają sprawdzić, czy kontakt miał dalszy
ciąg.
Jak wyjaśnia, do pracy z tymi danymi endorfina
events rozwija narzędzie ROX. Live Age korzysta
natomiast z Mapy Efektywności Eventów, w
której dobiera wskaźniki z czterech obszarów:
wydarzenia, komunikacji, marki i decyzji.
Wojtczak
podkreśla,
że
zestaw
mierników
powinien wynikać z konkretnego projektu.
Przywołuje przykład klienta, który porównał
decyzje
zakupowe
uczestników
wydarzenia
z decyzjami klientów nieobecnych na nim.
Według jej relacji wyniki były korzystniejsze
w
grupie
uczestników,
a
różnice
sięgały
kilkudziesięciu procent i powtarzały się przy
kolejnych
edycjach.
Bez
szczegółów
dotyczących
doboru
grup
i
badanego
wskaźnika nie można jednak określić, jaka część
tej
różnicy
wynikała
z
samego
udziału
w evencie.
Dla sponsora dane mają znaczenie także wtedy,
gdy
pokazują,
że
dotychczasowy
pomysł
wymaga zmiany. Wojtkiewicz wymienia m.in.
zbyt wysoki koszt kontaktu, niedopasowanie
publiczności oraz mechanikę, która angażuje
uczestników, ale nie prowadzi ich do oferty.
Nie zawsze musi się to kończyć rezygnacją
z wydarzenia. Oprządek opowiada o kliencie,
który podpisał trzyletnią umowę z kilkoma
festiwalami. W pierwszym roku skupił się na
brandingu i sponsorowaniu scen. W kolejnych
dwóch
przeznaczył
ten
budżet
na
strefy
i aktywacje pozwalające lepiej doświadczyć
marki.
Współpraca trwała, ale sponsor zmienił sposób
wykorzystania obecności na festiwalach. To
rozróżnienie jest istotne także przy ocenie
sukcesu organizatora: odnowienie umowy nie
musi oznaczać, że każda z dotychczasowych
aktywności przyniosła oczekiwany efekt. –
Marka wraca, gdy osiągnęła cel i potrafi to
pokazać
poprzez
realne
wyniki
–
mówi
Wojtkiewicz. ■
Jeśli marka potraktuje je jako dodatek, może nie
mieć środków na wykorzystanie tego, za co już
zapłaciła.
Wojtkiewicz opisuje sytuację, w której sponsor jest
obecny na plakatach organizatora, ale na miejscu
nie potrafi zainteresować uczestników. Przestrzeń
jest pusta, brakuje komunikacji, a po wydarzeniu
także danych pozwalających ocenić rezultaty.
– Lepiej kupić skromniejszy pakiet i wykorzystać
go w pełni, niż zapłacić za najwyższy i użyć np.
tylko w 30 proc. – ocenia.
Rozmówcy różnią się w podejściu do proporcji
wydatków.
Wojtkiewicz
przywołuje
zasadę
przeznaczania na aktywację i obsługę od jednej do
trzech złotych na każdą złotówkę wydaną na
prawa sponsorskie.
Z kolei Oprządek nie wskazuje uniwersalnego
podziału. Jego zdaniem zależy on od formatu
wydarzenia, zakresu świadczeń i celu marki.
Podkreśla natomiast, że wszystkie te koszty trzeba
planować łącznie.
Sam
odpowiedni
budżet
też
nie
rozwiąże
problemu, jeśli strony inaczej rozumieją zadanie.
Organizator może rozliczać się z zapewnienia
powierzchni i ekspozycji, podczas gdy sponsor
będzie oczekiwał kontaktów sprzedażowych.
Wojtczak
zaznacza,
że
organizator
powinien
przygotować możliwości prezentacji marki, ale
sponsor musi umieć je wykorzystać. To od jego
zaangażowania, znajomości odbiorców i pomysłu
na aktywność zależy, czy pojawią się wartościowe
rozmowy.
Oprządek mówi z kolei na konieczności ustalenia
obowiązków w umowie. Organizator odpowiada
za uzgodnione świadczenia, warunki wydarzenia
i dostępne dane. Sponsor określa cel, odbiorców
i ofertę, a agencja przekłada te założenia na
koncepcję i realizację. Problemy zaczynają się,
gdy celu brakuje, brief trafia do agencji za późno
albo organizator nie dostarcza tego, co obiecał.
– Odpowiedzialność za wynik nie powinna być
sprowadzana do jednej strony, zwłaszcza jeśli
wcześniej nie ustalono wspólnie, co ten wynik
oznacza i jak będzie mierzony – mówi prezes El
Padre.
19
www.wirtualnemedia.pl
Grill na środku mazurskiego jeziora, kolacja w lesie
czy poranna kawa na bezludnej, piaszczystej wyspie
w Zatoce Puckiej? W Umili wydarzenia firmowe
wychodzą poza sale konferencyjne i przenoszą się
na wodę, plażę i leśne ścieżki. Sieć trzech resortów
na Mazurach i nad Bałtykiem proponuje firmom
integrację, w której natura staje się scenografią,
a
aktywności
pomagają
przełamywać
bariery
między uczestnikami.
Grupa współpracowników wsiada do łodzi i odbija od
brzegu jeziora Guzianka Wielka, ale nie wraca do
restauracji. Płynie na platformę, na której czeka stół,
kucharz i kolacja z grilla. Wokół woda, trzciny
i zachodzące słońce. Tak może wyglądać firmowy
wieczór w Umili Ruciane Park na Mazurach.
– Będąc na Mazurach, chcemy dać ludziom
możliwość spędzenia całego dnia na wodzie.
A skoro całego dnia, to również i posiłków.
Dlatego wychodzimy bezpośrednio na taflę
jeziora. Na miejscu czekają kucharz i kelner,
którzy mogą opowiedzieć o okolicy i lokalnych
rybach, które grillujemy i których próbujemy
wprost na wodzie – mówi Dorian Krzystanek,
prezes Umili.
Umili zamienia firmowe eventy
w przygodę.
“Budujemy wspomnienia”
Beata Goczał
beata.goczal@wirtualnemedia.pl
20
EVENT MARKETING
Materiał partnerski