ANATOMIA
ZGŁOSZENIA
EFFIE
dodatek specjalny
W wydaniu
02
04
Mitologia Effie.
Wygrywa opowieść, nie projekt
08
Dlaczego czasami dobra kampania nie
ma szans? „To nie konkurs piękności”
12
Jak wygrać Effie?
Przepis na najbardziej prestiżową nagrodę [WIDEO]
14
7 grzechów głównych zgłoszeń.
„Bez storytellingu nie da się wygrać”
17
Jak się tworzy kampanię na miarę Effie?
22
Insight, który coś zmienia.
“Proste odkrycia też są w cenie”
26
Jak napisać zgłoszenie, które da się
przeczytać do końca?
Od redakcji
Oddajemy w Państwa ręce dodatek szczególny –
“Anatomia zgłoszenia Effie”. To konkurs, który od
lat budzi w branży reklamowej ogromne emocje. Bo
nie
zawsze
wygrywają
w
nim
te
najbardziej
widowiskowe czy głośne kampanie. Tu liczy się
przede wszystkim skuteczność. I umiejętność
pokazania, że za kreatywnym pomysłem stoi
konkretna strategia i realne wyniki.
W tym dodatku zaglądamy za kulisy kampanii
i zgłoszeń, które walczą o najważniejsze nagrody
efektywnościowe. Razem z jurorami, strategami
i ekspertami rynku sprawdzamy, dlaczego jedne
projekty zdobywają statuetki, a inne odpadają.
Nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że Effie nie
jest
konkursem
“pięknych
reklam”.
To
test
logicznego
myślenia,
dobrego
planowania
i umiejętności opowiedzenia spójnej historii: od
problemu, przez strategię, aż po efekt. Bo nawet
najlepsza kreacja się nie obroni, jeśli nie stoi za nią
jasny cel i dobrze pokazane wyniki.
To także opowieść o współczesnym marketingu,
w którym coraz mniej chodzi o sam rozmach,
a coraz bardziej o trafność, precyzję i zrozumienie
odbiorcy.
fot. Zuzanna Sosnowska
03
redaktorka naczelna:
Daria Różańska-Danisz
e-mail: redakcja@wirtualnemedia.pl
członek zarządu:
Anna Szuszkiewicz
członek zarządu, dyrektor wydawniczy:
Michał Mańkowski
head of partnerships:
Przemysław Zbróg
przemyslaw.zbrog@wirtualnemedia.pl
Współpraca merytoryczna Effie Poland, SAR
Wirtualne Media są patronem medialnym Effie Poland
zdjęcia: shutterstock, pexels, arch. prywatne
Mitologia Effie.
Wygrywa opowieść, nie projekt
Beata Goczał
b.goczal@wirtualnemedia.pl
Wokół konkursów marketingowych
wciąż krąży wiele mitów, które
w praktyce Effie szybko zderzają
się
z
rzeczywistością.
Tu
nie
wygrywa
sama
kampania,
ale
skuteczność
dobrze
pokazana
w zgłoszeniu. Eksperci podkreślają,
że o sukcesie często decyduje
sposób
opowiedzenia
historii.
Obalamy najczęstsze mity, które od
lat przewijają się w zgłoszeniach.
To nie kampania, ale jej opis trafia
przed jury
Mit o tym, że “dobra kampania obroni
się
sama”,
w
środowisku
konkursowym powraca wyjątkowo
często. I równie często jest obalany.
W praktyce – jak zauważa Piotr
Opłotny, head of strategy w Value
Media – w większości przypadków
jury
nie
ocenia
kampanii,
a
zgłoszenie.
–
Można
mieć
przełomową
kampanię
i
słabe
zgłoszenie, które jej nie udźwignie –
podkreśla.
Jego zdaniem działa to też w drugą
stronę: dobrze opowiedziana historia
może sprawić, że jury dostrzeże
skuteczność kampanii, która inaczej
mogłaby zostać pominięta.
Podobnie myśli Paweł Gala, SVP
clients, growth CEE & marketing
w
WPP
Media:
–
Jury
ocenia
zgłoszenie.
To
fundamentalna
różnica.
Lena
Stryjewska,
CEO
i
partnerka
w More is More, zwraca uwagę na
bardziej praktyczny aspekt problemu.
– Nawet świetna kampania może zostać
gorzej oceniona, jeśli zgłoszenie nie
pokaże jasno, jaki był problem, strategia
i efekty działań – mówi.
Barbara Niedziela, chief strategy officer
w 2012 Agency, dodaje, że formularz
konkursowy nie jest formalnością, tylko
narzędziem
porządkowania
rzeczywistości.
W jej ocenie “nawet świetna realizacja
może przegrać, jeśli zgłoszenie nie
potrafi tego precyzyjnie i przekonująco
pokazać”, bo to właśnie formularz
“sprzedaje ideę jurorom”.
Insight nie jest sercem zgłoszenia
Drugim
często
powielanym
przekonaniem jest wiara w to, że
wszystko zaczyna się od mocnego
insightu.
Tymczasem
praktyka
konkursowa
pokazuje
coś
znacznie
bardziej złożonego.
Lena Stryjewska mówi wprost: – Insight
jest ważny, ale nie najważniejszy.
W Effie to tylko jeden z elementów
większej całości.
Jej
zdaniem
nawet
najlepsza
obserwacja nie ma wartości, jeśli nie
prowadzi do decyzji strategicznych
i efektów.
04
fot. pexels
I zaznacza, że jury patrzy na całość,
nie na pojedynczy element.
Paweł Gala podkreśla, że nie każda
skuteczna
kampania
potrzebuje
głębokiego
insightu
konsumenckiego.
–
Czasami
problem
jest
bardzo
prosty:
logistyczny,
cenowy
albo
wizerunkowy. Wtedy rozwiązaniem
nie
musi
być
psychoanaliza
konsumenta,
ale
np.
dobre
wykorzystanie mediów albo świetnie
pokazana promocja – mówi. Jak
dodaje, insight to jedynie punkt
wyjścia.
Podobnego zdania jest Piotr Opłotny.
Zdradza, że widział zgłoszenia
z błyskotliwym insightem, które nie
potrafiły przełożyć go na efekty. Ale
też
takie
z
pozornie
prostą
obserwacją, które wygrywały dzięki
spójnej logice działań i wyników.
– Insight otwiera drzwi, ale przez te
drzwi
trzeba
jeszcze
przejść
–
uważa.
Bez
kontekstu
liczby
tracą
znaczenie
W erze raportów i dashboardów
łatwo uwierzyć, że im więcej danych,
tym lepiej. Eksperci są jednak zgodni
– to jedna z najczęstszych pułapek.
Lena Stryjewska z More is More,
podkreśla:
–
Effie
premiuje
relewantność i interpretację danych, nie
ich ilość. Nadmiar liczb bez kontekstu
nie buduje siły zgłoszenia, tylko ją
rozmywa. Kluczowe jest pokazanie, co
wynika z danych i jak potwierdzają one
skuteczność działań.
W ocenie Barbary Niedzieli wartość
mają tylko te dane, które są celowe: –
Jasno powiązane z założeniami kampanii
i
bezpośrednio
pokazujące
stopień
realizacji
celów.
Jury
nie
szuka
maksymalnej liczby wskaźników, lecz
dowodów skuteczności.
Piotr Opłotny zwraca uwagę na jeszcze
jeden aspekt: – Od nadmiaru danych
klarowność zgłoszenia nie wzrasta.
Jego zdaniem kluczowe jest ułatwienie
pracy jurorom poprzez selekcję danych
– tak, by pokazywać tylko te, które
faktycznie coś udowadniają.
– Wskazówka jest prosta: tylko dane
potwierdzające
realizację
celów
kampanii i pokazujące, że komunikacja
poradziła sobie z wyzwaniami marki lub
produktu – mówi.
– Co z tego, że pokażecie wzrost o 200
proc., jeśli punktem wyjścia było prawie
zero, albo jeśli cała kategoria rosła
w tym czasie o 300 proc. Bez kontekstu
liczby tracą znaczenie – ostrzega z kolei
Paweł Gala.
Kreacja nie jest bohaterem tej historii
W
branży
marketingowej
łatwo
uwierzyć,
że
kreatywność
jest
najważniejsza. W konkursie Effie ta
hierarchia się odwraca.
– Effie nie jest konkursem kreatywnym,
tylko
efektywnościowym,
ocenia
skuteczność kampanii – przypomina
Lena
Stryjewska,
zaznaczając,
że
kreacja jest ważna, ale tylko jako
narzędzie realizacji strategii.
Ekspertka uważa, że nawet wybitna
idea nie wygra, jeśli nie pokaże
wpływu na biznes lub markę. Słowem:
kreatywność
ma
znaczenie
tylko
wtedy, gdy prowadzi do mierzalnych
rezultatów.
Jeszcze bardziej praktycznie ujmuje
to Piotr Opłotny: – Świetna kreacja
potrafi
przyciągnąć
uwagę
konsumenta,
ale
my
jako
jury
oceniamy
cały
kompleksowy
ekosystem kampanii.
Paweł Gala dopowiada, że mitem jest
przekonanie,
iż
“świetna
kreacja
załatwia resztę”. Bo jury patrzy na
cały łańcuch przyczynowo-skutkowy,
a nie pojedynczy element kampanii.
– Wszyscy lubimy świetne kreacje.
Lubimy
spoty,
które
przyciągają
uwagę, bawią do łez albo wywołują
gęsią
skórkę.
Lubimy
trafny
copywriting i wybitny art direction.
Jednak w konkursach to jest tylko
jedna z części składowych całej
historii – zaznacza Gala.
Duży budżet nie jest argumentem
Jednym z najtrwalszych mitów jest
przekonanie, że większe budżety
pomagają wygrać. Eksperci są tu
wyjątkowo
zgodni:
to
nie
tylko
nieprawda,
ale
często
wręcz
odwrotność prawdy.
– Jury ocenia relację efektów do
nakładów,
a
nie
ich
absolutną
wielkość. Duży budżet bez efektu nie
działa na korzyść case’u – podkreśla
Lena Stryjewska.
Ważne jest, by budżet kampanii był
adekwatny
i
proporcjonalny
do
kategorii i rynku. Case’y z małymi
budżetami często wygrywają, jeśli
pokazują
spryt,
trafność
strategii
i ponadproporcjonalny efekt.
05
fot. pexels
NAWET NAJBARDZIEJ
TRAFNA OBSERWACJA
NIE WYGRA, JEŚLI NIE
ZOSTANIE
PRZEŁOŻONA NA
SPÓJNĄ STRATEGIĘ,
WYRAZISTĄ
EGZEKUCJĘ
I MIERZALNE EFEKTY.
Barbara
Niedziela
chief strategy officer
w 2012 Agency
W ocenie Barbary Niedzieli duży
budżet nie stanowi automatycznej
przewagi, a często bywa większym
wyzwaniem, bo podnosi oczekiwania
wobec efektów.
– Kampanie o mniejszych budżetach
mają realną szansę na wyróżnienie,
jeśli
potrafią
wykazać
ponadprzeciętną
skuteczność,
trafność
strategii
i
adekwatność
działań do postawionych celów –
mówi Barbara Niedziela.
Mocną analogię wskazuje natomiast
Piotr
Opłotny:
–
Duże
budżety
mediowe mogą pomóc, ale mogą też
prowadzić do przepalenia środków,
jeśli strategia nie odpowiada na
realne wyzwania.
Uważa, że najciekawsze przypadki
konkursowe to często te, gdzie
ograniczony
budżet
wymusił
precyzję strategiczną, której duże
kampanie nigdy nie potrzebowały.
Paweł Gala doprecyzowuje:
– W polskich konkursach mamy
nawet kategorię smart budget, gdzie
nagradzamy tych, którzy zrobili coś
z niczego.
W
jego
ocenie
to
dowód,
że
efektywność nie zależy od skali
inwestycji.
Wystarczy opisać, co zrobiliśmy?
Nie wystarczy
Jednym z najbardziej podstępnych
mitów
jest
przekonanie,
że
zgłoszenie to opis działań. Eksperci
są zgodni: to zdecydowanie za mało.
– Effie nie nagradza listy działań,
tylko uzasadnione decyzje. Kluczowe
jest pokazanie, dlaczego coś zostało
zrobione, a nie tylko co – podkreśla
Lena Stryjewska.
Barbara
Niedziela
dodaje,
że
bez
kontekstu
“opis
działań
pozostaje
jedynie zestawieniem, a nie historią”.
– Jury potrzebuje ciągu logicznego, nie
raportu.
Effie
nie
nagradza
listy
aktywacji, lecz ich sens, spójność
i skuteczność – mówi.
Jeszcze ostrzej ujmuje to Piotr Opłotny:
– Effie wygrywa się nie przymiotnikami,
ale
bezwzględną
logiką
związku
przyczynowo-skutkowego.
Jak
mówi,
spójność
procesu
strategicznego sprzyja realizacji celów,
jak i późniejszemu tworzeniu zgłoszenia
konkursowego,
ale
opis
działań
wpisanych w harmonogram projektu to
tylko
konsekwencja
wyzwań,
które
potrzebują zrozumienia jurorów.
Z kolei w opinii Pawła Gali kluczowy jest
storytelling: – Pokazuje proces dojścia
do sukcesu, czyli dlaczego to się stało
i jak zmieniło biznes.
Innowacja nie zawsze się sprzeda
Mit,
że
innowacja
sama
w
sobie
gwarantuje sukces, nie sprawdza się
w praktyce. Lena Stryjewska podkreśla,
że ma ona wartość tylko wtedy, gdy
rozwiązuje realny problem i przynosi
mierzalne efekty – inaczej nie działa.
– Najlepsze case’y to te, w których
innowacja jest środkiem do osiągnięcia
wyników, a nie celem samym w sobie –
dodaje Barbara Niedziela. Zwraca też
uwagę, że sama nowość, oderwana od
potrzeb
odbiorców
i
celów
biznesowych, rzadko przekłada się na
sukces.
Innowacja
musi
być
uzasadniona
strategicznie, inaczej pozostaje jedynie
ciekawostką.
Paweł Gala dopowiada: – Innowacja
zawsze musi przejść test sensu: czy
była najlepszym, optymalnym kosztowo
sposobem rozwiązania problemu i czy
przyniosła mierzalny efekt.
Podkreśla, że innowacja dla samej
innowacji nie wygrywa, a jurorzy na
widok słowa “innowacja”, natychmiast
zadają pytanie: “A po co?”.
Nowe
mity,
które
wciąż
psują
zgłoszenia
Obok klasycznych błędów pojawiają się
też mniej oczywiste przekonania, które
wciąż wpływają na jakość case’ów.
Jednym z nich jest wiara, że kategorie
B2B czy NGO są łatwiejszą drogą do
nagrody. W praktyce – jak wynika
z doświadczeń jurorów – wymagania
pozostają takie same, a często są
nawet wyższe, bo trudniej udowodnić
wpływ
działań
na
długie
procesy
decyzyjne.
06
fot. pexels
WIELU ZGŁASZAJĄCYCH
UWAŻA, ŻE JEŚLI PRZENIOSĄ
KAMPANIĘ DO MNIEJ
OBLEGANEJ KATEGORII, NP.
B2B CZY NGO, WYSTARCZY
SAMO ZGŁOSZENIE, BY
ZDOBYĆ NAGRODĘ. TO
BŁĄD. MIMO MNIEJSZEJ
LICZBY PRAC, WYMAGANIA
JURY POZOSTAJĄ TAKIE
SAME, A W B2B CZĘSTO
TRUDNIEJ UDOWODNIĆ
WPŁYW KOMUNIKACJI NA
WYNIKI, BO PROCES
DECYZYJNY TRWA
MIESIĄCAMI. KONKURENCJA
MOŻE BYĆ MNIEJSZA, ALE
POPRZECZKA NIE SPADA
ANI O MILIMETR.
Paweł
Gala
SVP clients,
growth CEE & marketing
w WPP Media
Drugi
mit
dotyczy
“przeintelektualizowanej” strategii.
– Zgłaszający czasem wierzą, że im
więcej skomplikowanych modeli
i żargonu, tym lepiej. W praktyce to
często sygnał, że trudno im jasno
powiedzieć, o co chodziło
w kampanii. Jurorzy szukają prostoty
i zrozumiałości. Najlepsze strategie
dają się streścić w jednym, prostym
zdaniu – podkreśla Paweł Gala.
Effie test logiki, nie pięknych
kreacji
Wszystkie
te
perspektywy
prowadzą do jednego wniosku: Effie
nie jest konkursem kampanii, lecz
konkursem
argumentacji.
Jak
podkreślają eksperci, jury nie ocenia
samej kampanii, lecz to, czy jej idea
została wiarygodnie udowodniona w
zgłoszeniu.
Dlatego wygrywają projekty, które mają
najprostszą
i
najbardziej
spójną
strukturę: problem, strategia, działanie,
efekt.
W tym układzie kluczowe nie są ani
budżet, ani sama kreatywność, ale
umiejętność
jasnego
pokazania
skuteczności.
Tak,
żeby
nie
pozostawiać miejsca na domysły.
07
fot. Bartosz Bajerski
“Effie jest czymś więcej, niż
tylko konkursem piękności”
Ludzie nie lubią, jak im się coś
sprzedaje, ale kochają kupować –
kusi w swojej książce z 1994 roku
niejaki Jeffrey Gitomer. Dlaczego
kusi? Bo oprócz bazowego sensu,
jaki powinien widzieć w tej sentencji
każdy marketer, jest tu jeszcze
drugie dno – kampanie zbyt mocno
zapatrzone w samą kreację. Czyli
takie, których twórcy raczej nie
wzniosą
w
triumfalnym
geście
statuetki Effie.
Ustalenie, czy ta genialna w swej
prostocie
sentencja
rzeczywiście
jako
pierwsza
padła
z
ust
amerykańskiego
“super
sprzedawcy”, jest dzisiaj pewnie
niewykonalne.
Wydaje
się
jednak
dość
prawdopodobne, że to właśnie Gitomer
– zawodowy cold-caller z Florydy – po
kolejnej “rzuconej słuchawce”, zaczął
zastanawiać się, co mogłoby sprawić,
że
ludzie
wykażą
choćby
cień
zainteresowania jego produktem.
A łatwo nie miał: sprzedawał odzież
sportową z firmowym logo.
I to przez telefon.
Kluczem do sukcesu, jak nietrudno
zgadnąć, stało się skierowanie języczka
uwagi na samego potencjalnego klienta,
jego
potrzeby,
uczucia,
nastrój.
Absolutnie nie wspominamy
o konieczności zakupu tak długo, jak to
tylko możliwe: niech inicjatywa wyjdzie
od niego lub od niej.
A może sobie tylko pogadamy? Zero
presji.
Nie trzeba dodawać, że zadziałało – i to
tak mocno, że Gitomer po jakimś czasie
mógł rzucić pracę na słuchawce i zająć
się,
jakżeby
inaczej,
pisaniem
poradników
motywacyjnych
dla
sprzedawców.
Dlaczego
jednak
warto
ostrożnie
podchodzić do jego słów, tworząc
kampanię reklamową? Bo może się
okazać, że zamiast kampanii właśnie
stworzyliśmy
śpiewany
na
każdej
domówce szlagier. Albo hasło, którym
można
bez
pudła
spuentować
towarzyską
wpadkę.
Ewentualnie
kochaną przez miliony maskotkę.
A wyników nie będzie.
08
fot. pexels
Karolina Pałys-Guzik
Wirtualnemedia.pl
Złote “Leffie” mogą więc postawić
sobie na półce przedstawiciele agencji
Ogilvy PR New York za kampanię
“Michael CeraVe” w ramach której,
przez
kilka
miesięcy
skrzętnie
budowano
narrację,
jakoby
aktor
Michael Cera wypuścił na rynek własną
serię kosmetyków do pielęgnacji.
Wykorzystanie
wizerunku
aktora,
którego nie da się chyba opisać inaczej,
niż tylko angielskim słowem “awkward”,
sprytna gra nazwiskiem oraz lot na
nieustannie wznoszącej fali “celebrity
brands” rzekomo wygenerowało dla
CeraVe wzrost sprzedaży na poziomie
25 proc.
Jak jednak zauważa Justin Billingsley,
były CMO Publicis Group, Leffie to
niesamowicie
rzadkie
zjawisko.
Tak
rzadkie, że w świecie, gdzie co roku
powstają setki kampanii, zaledwie jedna
może
poszczycić
się
sukcesem
w
dwóch
najbardziej
prestiżowych
konkursach.
Po drugiej stronie barykady są case’y
kampanii, które triumfowały tylko na
jednej gali. Ikonicznym przykładem jest
tu kampania australijskiej komisji ds.
wypadków samochodowych.
W 2017 roku na jej zlecenie powstała
kampania
“Poznaj
Grahama”.
Spot
(dodany
poniżej)
przedstawiał
człowieka,
którego
ciało
zostało
“dostosowane” do poruszania się po
australijskich drogach w samochodzie.
W
razie
wypadku
Graham
miałby
całkiem niezłe szanse przeżycia: chronił
go okalający głowę włochaty kark, a
najważniejsze narządy ukryte były pod
kaskadową warstwą niby-piersi.
Kuracja szokowa podziałała na jury
w
Cannes:
Graham
przywiózł
do
rodzinnej Adelajdy 29 statuetek, w tym
dwa Grand Prix i osiem złotych. Na Effie
nie dostał nic.
“To jest konkurs zgłoszeń, nie kreacji”
Jak to możliwe? Odpowiedź mogłaby
dać tylko i wyłącznie wnikliwa analiza
zgłoszenia.
–
Michał
Kociankowski
ma
takie
powiedzenie,
które,
jeśli
ktoś
nie
rozumie
tego
konkursu,
może
źle
odebrać: że to jest konkurs zgłoszeń,
a nie konkurs kreacji. Chodzi o to, że
staramy
się
oceniać
kampanię
całościowo. Przy czym kreacja jest,
oczywiście, jednym z czynników –
zaznacza Łoziński.
09
fot. pexels
– To się zdarza – komentuje Roman
Łoziński, strateg i założyciel Think ECO,
wieloletni juror Effie, ale zaznacza, że
o wielkich przegranych nie będzie
mówił. – Obowiązuje mnie NDA – ucina.
Dodaje
jednak,
że
przy
tak
ograniczonym i precyzyjnym formularzu
zgłoszeniowym
często
wygrywają
kampanie, które na pierwszy rzut oka
wydają się niepozorne.
– Ktoś odbiera statuetkę, a to jest na
przykład zwykłe demo suplementu.
Wtedy
na
sali
może
pojawić
się
pomruk:
“Dlaczego
nie
ta
piękna
kampania
z
niesamowitym
CGI,
celebrytą i piosenką, którą wszyscy
kochali?
Dlaczego
ten
suplement
diety?”. Ale jeśli ten ktoś udowodnił, że
było
to
najbardziej
racjonalne,
skuteczne i właściwe zadanie oraz
realizacja,
to
znaczy,
że
jest
odpowiedzialnym człowiekiem, wykonał
odpowiedzialną
robotę
i
dobrze
wykorzystał powierzony mu budżet –
mówi
Roman
Łoziński,
strateg
i założyciel Think ECO, wieloletni juror
Effie.
Aby wygrać Effie nie wystarczy bowiem
“uwieść”
jurorów.
Trzeba
ich
przekonać,
że
kampania,
którą
stworzyliśmy, owszem, miała wyniki, ale
też była przemyślana od A do Z. Nie
bez przyczyny sama nazwa nagrody
wywodzi się od słowa “effectiveness”,
czyli skuteczność.
Leffie: najrzadsza bestia marketingu
O tym, jak trudno pożenić kreatywność
ze skutecznością może świadczyć fakt,
że w sezonie 2024-2025 była tylko
jedna
kampania,
która
triumfowała
zarówno
w
globalnej
edycji
Effie,
a także na gali Cannes Lions, czyli
w konkursie słynącym z tego, że na
pierwszym miejscu stawia kreatywność,
a dopiero potem analizuje wyniki.
Kampania “Poznaj Grahama”
Michał
Kociankowski,
managing
partner w Synergion, który od 2019
roku
zasiada
w
komitecie
organizacyjnym Effie, pytany o to,
czy rzeczywiście w tym konkretnym
konkursie chodzi o napisanie jak
najlepszego zgłoszenia, odpowiada:
“Effie to na pewno nie jest konkurs
kreacji”.
Ale
i
zaznacza:
–
Branża
komunikacyjna nie jest odarta ani
z kreatywności, ani z pewnej dozy
szaleństwa.
Po
prostu
gospodarujemy tym świadomie
i adekwatnie do potrzeb. To nie jest
wizja, w której nie ma nic, a potem
ktoś wpada na fantastyczny pomysł
i wszystko jest gotowe. To, co jest
fajne w Effie, polega na tym, że
przez logikę zgłoszenia
i
cały
proces
oceny,
konkurs
pokazuje, że da się stworzyć dobre
warunki dla twórczych momentów.
To
jest
metodyczny
proces
dochodzenia do miejsca, w którym
jest przestrzeń na twórczość.
A
potem
wychodzenia
z
tego
miejsca
dalej,
znów
w
stronę
racjonalnych, sensownych realizacji.
Kociankowski
podkreśla,
że
rolą
dobrze przygotowanego zgłoszenia
nie jest tylko pokazanie, czy kampania
odniosła
sukces,
ale
przede
wszystkim udowodnienie, że jej twórcy
świadomie
zaplanowali
działania
i konsekwentnie osiągnęli założony
cel.
– Żeby wykazać świadomość procesu
i pokazać te kroki, o których mówimy,
trzeba wypełnić zgłoszenie. I właśnie
w nim trzeba pokazać, że sukces nie
był
przypadkowy
–
dodaje
Kociankowski.
O tym, że droga do marketingowego
celu
nie
musi
być usłana
jedynie
pięknymi i estetycznymi różami, mówi
Sebastian Szade, managing partner
w agencji Starcom Polska, który w jury
konkursu – zarówno jego polskich, jak
i europejskich edycji, zasiada od lat.
– Effie jest czymś więcej niż tylko
“konkursem piękności” czy sposobem
na połechtanie swojego ego. Między
innymi ze względu na sam formularz
zgłoszeniowy:
stopień
jego
skomplikowania, złożoność i liczbę
kroków, które trzeba przejść, żeby go
dobrze wypełnić – wyjaśnia.
Sebastian Szade, managing partner
w agencji Starcom Polska dodaje:–
Można powiedzieć, że to trochę taki
MBA w trybie ekspresowym: szansa,
żeby
spojrzeć
na
swoją
pracę
retrospektywnie, wspólnie z klientem
i innymi agencjami. Zastanowić się, co
się zrobiło, jak się zrobiło i po co. Nie
tylko po to, żeby wygrać nagrodę, ale
żeby zrozumieć, co robimy dobrze, co
można
robić
lepiej
i
co
warto
poprawić.
Pytanie tylko, czy jeśli kampania jest
“głośna”,
to
nie
znaczy,
że
już
w jakimś sensie osiągnęła swój efekt?
Elżbieta
Twardowska,
chief
strategy
officer w Ogilvy, która również zasiada
w
tegorocznym
komitecie
Effie,
przekonuje, że dobra kampania to jednak
coś więcej niż piosenka, której nie można
przestać nucić:
– Trzeba pamiętać, że osoby z zewnątrz
oceniają
kampanie
głównie
z perspektywy kreatywnej. Podoba im się
pomysł, wykonanie, rozgłos. Ale Effie to
konkurs
efektywności.
Rozwiązanie
kreatywne musi być napędzane świetnie
przemyślaną strategią i mieć dobrze
udokumentowane wyniki – argumentuje.
Według Twardowskiej trudno stawiać
tezę,
że
jakaś
kampania
“powinna”
wygrać Effie, jeśli nie zna się pełnego
kontekstu: założeń, strategii, wyników.
– Rozumiem emocje, kiedy komuś coś
bardzo się podoba, ale bez tej wiedzy nie
można powiedzieć, że brak nagrody Effie
jest
niesprawiedliwy
–
zaznacza,
odsyłając potencjalnych rozczarowanych
pod inne konkursowe adresy:
– Może być tak, że kampania wygrywa
wszystko w konkursach kreatywnych, ale
nie zdobywa wysokiej nagrody w Effie.
I to jest całkowicie w porządku. Może
była za krótko na rynku, żeby udowodnić
skuteczność.
Można
już
docenić
jej
geniusz kreatywny, ale jeszcze nie jej
pełny efekt. Są też konkursy Innovation,
które
nagradzają
rzeczy
czysto
koncepcyjne, będące dopiero w zalążku.
Twardowska podkreśla, że w świecie
komunikacji jest miejsce zarówno na
kampanie niezwykle kreatywne, ale mniej
skuteczne oraz na te “kuloodporne” pod
względem
strategii
oraz
wyniku
końcowego. – Moim zdaniem fakt, że
dana kampania wygrała w Cannes, ale
w Effie dostała niższą nagrodę albo w
ogóle
nic,
nie
powinien
budzić
negatywnych emocji – podsumowuje.
10
fot. pexels
KREACJĘ WSZYSCY
WIDZĄ. NATOMIAST
MARKETING, W TYM
KOMUNIKACJA
MARKETINGOWA, NIE
JEST GRĄ PRZYPADKÓW.
ZGŁOSZENIE POZWALA
ZROZUMIEĆ I
ROZPOZNAĆ, NA ILE
METODYCZNIE ORAZ
ŚWIADOMIE
ZGŁASZAJĄCY
PRZEPROWADZIŁ SWOJE
DZIAŁANIA.
Michał
Kociankowski,
zasiada w Komitecie
Organizacyjnym Effie,
managing partner
w Synergion,
Jury
Effie
składa
się
z
bardzo
doświadczonych marketerów. To nie są
tylko teoretycy, ale przede wszystkim
praktycy, a to robi dużą różnicę.
Jacek Wlazło z Grandes Kochones,
który Effie zna zarówno od strony
konkursowej jak i jurorskiej, zaznacza,
że jest kilka pułapek, (poza kreacją,
która
przyćmiewa
albo
przykrywa
wyniki), które powodują, że zgłoszenia
przepadają. Jako pierwszą wymienia
brak logiki przyczynowej (“Kampania
powinna
bronić
się
efektami,
ale
twierdzenia, że kampania przyniosła
„nadspodziewane
efekty",
nic
nie
wnoszą merytorycznie”). Dodaje, że
jurorzy chcą widzieć wyniki przed i po,
“najchętniej ze źródeł zewnętrznych”.
Kolejna
to
niespójne
lub
niejasne
zgłoszenie (“jeśli jakiejś informacji nie
mamy, to nie naciągamy rzeczywistości,
bo to powoduje, że całe zgłoszenie
trzeszczy”) oraz określanie celów, które
nie mają sprecyzowanego kontekstu
(“W zgłoszeniach jest często za dużo
banałów w stylu: ‘dzisiejszy klient to
smart shopper, który kupuje tylko na
promocji”).
Wlazło
przestrzega
również
przed
przeładowaniem zgłoszenia treściami,
które nie mają wiele z nim wspólnego
(“pamiętajmy,
że
jurorzy
mają
ograniczony czas na przeczytanie
i analizę zgłoszeń. Skupienie się na tym,
co
było
najważniejsze,
zawsze
pomaga”).
Konkurs najtrudniejszy. Ale to dobrze
Maciej Świątek, client lidership director
w Mindshare, pytany o to, czy Effie to
trudny do wygrania konkurs, odpowiada:
– Moim zdaniem najtrudniejszy. A a jako
główną
cechę,
windującą
poziom
trudności w górę, wskazuje właśnie na
formularz zgłoszeniowy.
– Jest bardzo wymagający
i skomplikowany. Wymaga zebrania dużej
liczby informacji i ich zweryfikowania, więc
nad Effie pracuje się najciężej. Ale warto
potraktować ten wysiłek jako inwestycję,
bo prestiż jest nadal największy
w porównaniu z innymi konkursami –
komentuje Świątek.
Pytanie,
czy
prestiż
statuetki
Effie,
zdobiącej półkę w lobby agencji, robi takie
samo
wrażenie
na
klientach,
co
na
“branży”? – Moim zdaniem Effie to jest już
dzisiaj trochę must-have. To nie jest coś,
co
bardzo
wyróżnia,
bo
duże
grupy
mediowe startują na podobnym poziomie.
Powiedziałbym
bardziej,
że
brak
tych
nagród byłby sygnałem, że czegoś danej
grupie brakuje – odpowiada Świątek.
Maciej Świątek, client leadership director w
Mindshare, mówi: – Dla mnie największą
nobilitacją jest to, że firmy, które
z
sukcesem
budują
polski
rynek
marketingowy, nam zaufały. Jeśli one są
najlepsze
w
swoich
branżach
–
co
potwierdza Effie – to pracując z nimi, my
także jesteśmy częścią tego sukcesu, bo
wybierają najlepszych partnerów.
Opinię o tym, że Effie to nie jest konkurs
przeciętnych
kampanii
oraz
zgłoszeń
pisanych na kolanie, podziela Elżbieta
Twardowska:
–
Effie
jest
trudnym
konkursem i bardzo dobrze. Mam nadzieję,
że tak będzie do końca świata.
Michał Kociankowski ma natomiast prostą
definicję Effie jako “konkursu skutecznych
kampanii, które są spójnie i zrozumiale
opisane” i dzięki temu mają w sobie walor
edukacyjny dla całego rynku:
– Chcemy uczyć się marketingu od firm,
które zrobiły coś wybitnie dobrze. Ale żeby
się uczyć, musimy mieć materiał, który ma
spójność i wewnętrzną logikę. Tylko wtedy
tę logikę można uogólnić do praktyki
rynkowej i uczynić dorobkiem całej branży
– podsumowuje.
11
fot. pexels
Sztuka pisania zgłoszeń
Elżbieta Twardowska zaznacza, że na
rodzimym
rynku
nie
spotkała
się
z
przypadkiem
na
miarę
Grahama
z Australii. – Nie pamiętam sytuacji,
w której zobaczyłam na rynku kampanię
i pomyślałam: “To na pewno złoto”,
a potem zgłoszenie zupełnie tego nie
potwierdziło – mówi. Zaznacza jednak,
że z wnioskami napisanymi poniżej
standardów,
owszem,
można
się
spotkać:
CZASEM WIDZIMY
KAMPANIĘ, KTÓRA
WYDAJE SIĘ NAPRAWDĘ
FAJNA I SENSOWNA,
A POTEM CZYTAMY
ZGŁOSZENIE I OKAZUJE
SIĘ, ŻE ZOSTAŁO
NAPISANE NIECHLUJNIE.
ALBO INSIGHT JEST
OPISANY TAK, ŻE
MYŚLIMY: “MOŻNA BYŁO
TO NAPISAĆ LEPIEJ”. ALBO
WYNIKI SĄ POKAZANE
W SPOSÓB, KTÓRY BUDZI
WĄTPLIWOŚCI… WTEDY
KAMPANIA TRACI SZANSĘ
NA NAGRODĘ NIE
DLATEGO, ŻE
ROZWIĄZANIE BYŁO ZŁE,
TYLKO DLATEGO, ŻE
WNIOSEK NIE ODDAŁ JEGO
JAKOŚCI.
Elżbieta
Twardowska,
zasiada w Komitecie
Organizacyjnym Effie,
chief strategy officer
w Ogilvy
Pytanie, z czego biorą się tego typu
błędy? – Myślę, że trudności wynikają
częściowo z braku warsztatu. Osoby
bardziej doświadczone potrafią trafniej
zdecydować,
które
informacje
są
naprawdę
istotne,
a
które
tylko
zaśmiecają
wniosek
i
zaburzają
spójność historii.
Jak wygrać Effie?
Przepis na najbardziej prestiżową
nagrodę reklamową
Effie Awards to jeden z najbardziej wymagających i prestiżowych konkursów reklamowych w Polsce. Jak podkreśla
Dariusz Maciołek, który zasiada w Komitecie Organizacyjnym Effie i CMO&CXO BNP Paribas i juror konkursu, dobra
kampania nie wystarczy. Kluczowe jest pokazanie całego procesu: od strategii i insightu po konkretne efekty
biznesowe. W Effie liczy się nie tylko kreatywność, ale przede wszystkim skuteczność.
Przygotowanie zgłoszenia wymaga i dużej pracy, i dużej precyzji. Jury ocenia nie tylko pomysł, ale także to, czy
marka potrafi udowodnić, że kampania realnie zadziałała. Zdaniem Maciołka poziom polskich zgłoszeń z roku na rok
rośnie, podobnie jak profesjonalizm obrad jury, za co – w jego opinii – odpowiada m.in. Stowarzyszenie Komunikacji
Marketingowej SAR rozwijający formułę konkursu.
Tegoroczna edycja obejmuje 25 kategorii. Jedną z ważniejszych zmian jest rozszerzenie kategorii AI na "Strategic
Use of Technology", co pokazuje, że technologia ma wspierać skuteczność działań marketingowych, a sztuczna
inteligencja jest tylko jednym z narzędzi.
Karolina Pałys-Guzik
Wirtualnemedia.pl
Darek Maciołek
zasiada w Komitecie
Organizacyjnym Effie,
CMO&CXO Banku BNP
Paribas, Prezes POR
Beata Goczał
b.goczal@wirtualnemedia.pl
Siedem grzechów głównych
zgłoszeń do Effie.
“Bez storytellingu nie da się wygrać”
Eksperci
rynku
reklamowego
wskazują błędy, które najczęściej
pogrążają zgłoszenia do Effie i innych
konkursów branżowych.
Dobra kampania to dziś za mało, by
wygrać Effie. Jurorzy od lat powtarzają,
że konkurs efektywności nie nagradza
wyłącznie kreatywności czy wysokich
budżetów mediowych. Ocenia przede
wszystkim: logikę strategiczną
i
umiejętność
udowodnienia
skuteczności działań.
– Z mojej perspektywy to siedem
prostych,
ale
bardzo
szkodliwych
błędów konkursowych. Z ich powodu
nawet dobre kampanie mogą być
gorzej ocenione w głosowaniach –
mówi Paweł Gala, SVP clients, growth
CEE & marketing w WPP Media.
Barbara
Niedziela,
chief
strategy
officer w 2012 Agency, zwraca uwagę,
że większość błędów ma wspólne
źródło.
To
jeden
z
najczęstszych
błędów
pojawiających
się
już
na
początku
zgłoszenia.
Marki
opisują
wzrost
sprzedaży albo udziałów rynkowych
jako problem strategiczny, choć
w
rzeczywistości
są
to
jedynie
oczekiwane rezultaty.
– Problem to punkt wyjścia. Opisuje
realne wyzwanie, przed którym stoi
marka:
sytuację
rynkową,
barierę
konsumencką
lub
wynik
biznesowy,
który wymaga poprawy. Z kolei cel
kampanii to odpowiedź na ten problem.
Najczęstszy
błąd
polega
na
ich
mieszaniu,
opisywaniu
celu
jako
problemu lub odwrotnie. Tymczasem
silny case jasno pokazuje ciąg logiczny:
problem → cel → strategia → działania
→ efekty – tłumaczy Barbara Niedziela.
Piotr Opłotny, head of strategy w Value
Media,
podkreśla,
że
wiele
marek
zatrzymuje
się
na
samym
celu
biznesowym. – Skupmy się na wzroście:
to
bardzo
jasny
cel.
Ale
jeszcze
nieznany jest problem, czyli co marka
lub produkt powinny przezwyciężyć,
aby ten wzrost realizować – mówi.
WSZYSTKIE: MYLENIE CELU
Z PROBLEMEM, PUSTY
INSIGHT, SPROWADZANIE
STRATEGII DO PRZEKAZU
CZY EGZEKUCJI DO
MEDIAPLANU, SĄ OBJAWAMI
TEGO SAMEGO PROBLEMU –
BRAKU UPORZĄDKOWANEJ
LOGIKI CASE’U.
Barbara
Niedziela
chief strategy officer
w 2012 Agency
Grzech pierwszy: mylenie celu
z problemem
14
Jak dodaje Lena Stryjewska, CEO &
partnerka w More is More, bez
właściwego zdefiniowania problemu
rozpada się cała logika zgłoszenia:
– W efekcie znika kluczowy dla Effie
ciąg logiczny: problem → strategia →
rezultat. A bez tego juror nie jest
w stanie stwierdzić, czy działania
rzeczywiście
rozwiązały
właściwe
wyzwanie – wskazuje.
– Brak wyjaśnienia, skąd wziął się
pomysł i jaki był punkt wyjścia, może
obniżyć ocenę. Generyczny insight nie
tłumaczy decyzji strategicznych ani nie
buduje
przewagi
konkurencyjnej.
Ponieważ jest to jeden z kluczowych
filarów oceny, jego jakość ma często
wpływ na finalną ocenę jurorów –
zauważa Lena Stryjewska.
Paweł Gala zwraca z kolei uwagę, że
wiele
insightów
jest
niepotrzebnie
przekombinowanych.
–
Bardzo
często
insight
to
coś
prostego, na co nikt wcześniej nie
wpadł i dlatego jest unikalny – zauważa.
–
W
efekcie
przekaz
może
być
atrakcyjny, ale nie wiadomo, czy jest
właściwą
drogą
do
osiągnięcia
wyników. Komunikat nie jest strategią,
dlatego że strategia to świadomy wybór
drogi do realizacji celów – podkreśla
Lena Stryjewska.
Paweł Gala dodaje: – Hasło z billboardu,
posty i spot na TikToku to nie jest
strategia. To taktyka.
15
fot. pexels
Grzech drugi: insight z generatora
pustych zdań
To
błąd,
który
jurorzy
wyłapują
natychmiast.
Efektowne sformułowania często nie
niosą żadnej wartości strategicznej.
– Insight nie jest formą stylistyczną,
lecz narzędziem strategicznym. Liczy
się jego precyzja i użyteczność –
wskazuje Barbara Niedziela.
I tłumaczy, że powinien wynikać
z danych, prowadzić do decyzji
i stanowić fundament strategii. Jeśli
jest
ogólny
lub
przeładowany
“marketingowym
slangiem”,
nie
spełnia swojej roli.
Największym
problemem
jest
sytuacja,
gdy
insight
zostaje
dopisany do gotowej kampanii.
–
Najczęstszy
błąd
polega
na
zamianie sensu na formę. W efekcie
powstaje
zdanie,
które
wygląda
efektownie,
ale
nie
ma
żadnej
wartości strategicznej – zauważa
Barbara Niedziela.
W konkursie Effie wymagany jest
realny,
uzasadniony
insight,
osadzony w kontekście i poparty
danymi.
Grzech trzeci: główny przekaz to nie
strategia
Eksperci zgodnie przyznają, że jednym
z
najczęstszych
uproszczeń
jest
sprowadzanie strategii do sloganu albo
“big idea”.
– Przekaz jest warstwą komunikacyjną,
mówi,
co
chcemy
powiedzieć
konsumentowi.
Strategia
pokazuje
natomiast, jak ten przekaz ma zadziałać
w
praktyce.
Samo
sformułowanie
głównego
przekazu
nie
wystarcza.
Mocne zgłoszenie pokazuje, w jakim
ekosystemie działań ten przekaz został
osadzony i w jakiej formie konsument
miał z nim styczność – tłumaczy Barbara
Niedziela.
Lena Stryjewska podkreśla, że strategia
musi wynikać z insightu i jasno określać
zmianę, jaką marka chce wywołać.
– Strategia to nie tylko komunikat, ale
wybór jak osiągniemy cele w odpowiedzi
na konkretny problem – mówi.
Jeśli zgłoszenie sprowadza strategię do
“big idea” albo gorzej – tylko do hasła,
pomija kluczowe elementy: dla kogo to
robimy, co dokładnie chcemy zmienić
i jak to prowadzi do realizacji celów.
Grzech czwarty: egzekucja opisana jak
mediaplan
W wielu zgłoszeniach formularz zaczyna
przypominać
listę
kanałów,
placementów i zasięgów.
–
Opis
egzekucji
nie
powinien
sprowadzać
się
do
listy
kanałów,
formatów
i
zasięgów.
Taki
zapis
przypomina mediaplan, ale nie pokazuje,
jak i dlaczego działania zadziałały – radzi
Barbara Niedziela.
Podkreśla, że same informacje
o obecności w mediach nie budują
wartości,
istotne
jest
uzasadnienie
wyborów i pokazanie, jak poszczególne
elementy
współpracowały,
tworząc
spójny komunikat czy doświadczenie.
Piotr Opłotny zauważa, że media nadal
bywają traktowane jak formalność. – To
trudne, ale jednak ważne, aby pokazać,
jak strategia mediowa przyczyniła się do
realizacji celów, w sposób zamierzony
i komplementarny – podkreśla.
Według Pawła Gali bez storytellingu nie
da się wygrać konkursu. – W zgłoszeniu
do Effie trzeba snuć opowieść. Warto
pokazać, jak media pracowały na ideę
i rozwiązywały problem – mówi.
– Dlatego warto, aby zgłoszenia pisali
najlepsi copywriterzy, jakich mamy
w firmie – radzi.
Eksperci
zgodnie
podkreślają,
że
większość błędów ma wspólne źródło:
brak strategicznej logiki i przygotowania.
– Najpoważniejszym błędem jest brak
rzeczywistego przygotowania do procesu
tworzenia
zgłoszenia,
czyli
podejście
pozbawione refleksji i struktury – mówi
Barbara Niedziela. Kluczowe jest to, czy
kampania faktycznie wpisuje się w logikę
danej kategorii i czy jesteśmy w stanie
udowodnić efekty działań właśnie w jej
kontekście.
–
Jeżeli
tego
dopasowania
brakuje,
zgłoszenie
może
zostać
zdyskwalifikowane na etapie oceny
w danej kategorii, co bywa szczególnie
bolesne
po
długim
procesie
przygotowywania
case’u
–
zaznacza
Barbara Niedziela.
Piotr Opłotny zwraca uwagę, że problemy
zaczynają się często dużo wcześniej niż
na etapie samego formularza. – Kampania
się kończy, wyniki są, deadline do Effie za
dwa tygodnie i zgłoszenie pisze ktoś, kto
nie był przy strategii od początku –
wskazuje.
Paweł Gala dorzuca: – Zgłoszenie do Effie
traktowane jest jako zadanie poboczne,
robione po godzinach, wciśnięte między
trzy przetargi, dwa kryzysy w social
mediach i ASAPy od klienta.
Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że
tych błędów można uniknąć. – Najlepszą
“profilaktyką”
jest
pisanie
briefów
strategicznych w taki sposób, jakbym miał
za rok trafić do jury Effie – mówi Piotr
Opłotny.
A Paweł Gala przypomina o najprostszej
zasadzie dobrego case’u: – Jeśli wasza
mama, mąż czy znajomy po przeczytaniu
dwóch stron nie będą wiedzieli, na czym
polegał problem i jak go rozwiązaliście, to
gwarantuję wam, że zmęczony juror po
przebrnięciu przez 20 innych zgłoszeń,
też tego nie zrozumie.
fot. pexels
Grzech piąty: efektywność to nie
tylko sprzedaż
Eksperci
podkreślają,
że
efektywność
marketingowa
jest
pojęciem
znacznie
szerszym
niż
krótkoterminowy wzrost sprzedaży.
–
Cele
kampanii
bardzo
często
odnoszą
się
do
budowania
świadomości, zwiększenia “top of
mind”,
zmiany
percepcji
czy
poszerzenia pola kompetencji marki –
wylicza Barbara Niedziela.
Lena Stryjewska zaznacza, że błędem
nie
jest
szerokie
rozumienie
efektywności, lecz brak dowodów.
– Kluczowe jest pokazanie, że wyniki
są istotne biznesowo i powiązane
z celami – podkreśla.
Paweł Gala dodaje: – Jeśli kampania
zbudowała zupełnie nową kategorię
dla marki albo wywindowała ją na
szczyt “top of mind”, to jest to
gigantyczny, długofalowy sukces.
Grzech szósty: narracja, której nie
da się przebrnąć
Lena Stryjewska zauważa, że jurorzy
oceniają wiele case’ów w krótkim
czasie,
więc
skomplikowana,
rozwlekła lub zbyt opisowa narracja
mogą obniżać ocenę. – Jeśli nie da
się
szybko
zrozumieć,
na
czym
polegał problem, strategia i efekt,
nawet dobry case traci swoją siłę –
zaznacza.
Grzech
siódmy:
zgłoszenie
niedopasowane do kategorii
To problem, który eksperci najczęściej
wskazują
jako
największy
błąd
zgłoszeń.
– Effie to konkurs efektywności,
a formularz jest uporządkowaną formą
argumentacji,
nie
miejscem
na
rozbudowaną,
literacką
narrację
–
mówi Barbara Niedziela. Bo – jak
zaznacza – nadmiernie rozwlekły styl,
nasycony ogólnikami i marketingowym
językiem, utrudnia ocenę case’u
i
rozmywa
jego
główną
linię
argumentacyjną.
–
Mocne
zgłoszenie
to
nie
to
najdłuższe,
ale
to
najlepiej
skonstruowane, zwięzłe, precyzyjne
i
oparte
na
wyraźnym
ciągu
przyczynowo-skutkowym
–
dodaje
ekspertka 2012 Agency.
PAMIĘTAJCIE: JUROR TEŻ
CZŁOWIEK. NASZ
ATTENTION SPAN
KURCZY SIĘ W
ZASTRASZAJĄCYM
TEMPIE. JESTEŚMY
PRZEBODŹCOWANI.
AUTOR ZGŁOSZENIA
POWINIEN NAS
WCIĄGNĄĆ W HISTORIĘ
SWOJEJ MARKI OD
PIERWSZEGO AKAPITU.
Paweł
Gala
SVP clients,
growth CEE & marketing
w WPP Media
Wielu zgłaszających nadal traktuje
wybór kategorii jak formalność.
–
Wybór
kategorii
nie
jest
formalnością, determinuje sposób
oceny i kontekst, w jakim jury
analizuje case – podkreśla Barbara
Niedziela.
Paweł Gala zwraca uwagę na częste
“upychanie”
kampanii
do
przypadkowych kategorii.
– Czasami ktoś ma całkiem fajną
kampanię i upycha ją kolanem do
kategorii, licząc na to, że “tam jest
mniejsza
konkurencja”.
Jurorzy
widzą, że case study zupełnie nie
odpowiada na kryteria i definicję
danej kategorii – mówi.
16
Jak się tworzy kampanię na
miarę Effie?
Codziennie widzimy setki reklam –
choć
internet
od
lat
powtarza
mocno
przesadzone
liczby.
To
jednak wciąż wystarczająco dużo,
by twórcy kampanii za każdym
razem
musieli
zadawać
sobie
pytanie:
jak
stworzyć
coś,
co
naprawdę się wyróżni?
Nad tym, skąd wziął się mit tysięcy
reklam
rzekomo
rejestrowanych
przez nasze mózgi każdego dnia,
zastanawiał
się
między
innymi
dziennikarz branżowego poratlu The
Drum.
Co ciekawe, udało mu się nawet
dotrzeć do osoby, która – rzekomo –
wspomniany mit wykreowała.
Co
jeszcze
ciekawsze,
na
koniec
pokusił się o eksperyment: policzył
wszystkie
reklamy,
jakie
zobaczył
jednego dnia. Wynik? 93.
Oczywiście,
badanie
prowadzone
według
metodologii
“na
chłopski
rozum” nie ma znamion jakości. Niemniej
jest to jakiś punkt odniesienia, który
znajduje potwierdzenie w “twardszych”
danych:
“W
październiku
2025
roku
odnotowaliśmy 88,2 mld emisji kreacji
reklamowych w internecie, a średnia
częstotliwość kontaktu z reklamą na
użytkownika wyniosła 3 077 kontaktów.
Działania
reklamowe
online
dotarły
łącznie do 88,1 proc. populacji Polaków
w wieku od 7 do 75 lat” – czytamy
w raporcie Gemiusa z października
ubiegłego roku.
Być może więc poszczególne reklamy
nie konkurują każdego dnia o uwagę
z tysiącami potencjalnych konkurentów.
fot. Bartosz Bajerski
Karolina Pałys-Guzik
Wirtualnemedia.pl
17
Ale czy kilkudziesiąt to rzeczywiście
obiektywnie tak mało? Jak widać nie,
skoro
reklamy
docierają
do
większości Polaków, niemal w każdej
grupie wiekowej.
A sama branża, jak pokazują badania,
z roku na rok ma coraz większe
możliwości.
“Szacowana wartość netto rynku
reklamowego w Polsce w 2025 roku
wyniosła blisko 14 mld zł, co oznacza
wzrost o 6,9 proc. rok do roku” – to z
kolei wynik badania Publicis Group,
cytowany za PAP Biznes.
Branża rośnie, konkurencja jest coraz
ostrzejsza, na znaczeniu zyskują więc
kampanie
dobrze
przemyślane
potencjalnie najbardziej efektywne.
Jak
taką
kampanię
dzisiaj
zaprojektować?
Zapytaliśmy
dwie
specjalistki:
Agnieszkę Getler-Kicman, dyrektorkę
marketingu Danone
i Żywiec Zdrój oraz Małgorzatę
Majcher, chief strategy & innovation
officer w TBWA.
Zacznij od briefu
Brzmi jak oczywista oczywistość, ale
gdyby
wszystkie
kampanie
powstawały na podstawie jasnego i
precyzyjnego briefu ich szanse na
sukces byłyby znacznie większe.
Agnieszka Getler-Kicman tłumaczy,
że zbyt często zdarza się, że jeden
brief
ma
być
receptą
na
kilka
bolączek:
– To sprawia, że brief traci ostrość, a
agencja
komunikacyjna
musi
równolegle adresować kilka wątków.
Tymczasem idea kreatywna, która
próbuje opowiedzieć “wszystko”,
w
praktyce
nie
komunikuje
“niczego”.
Dlatego
rozwijamy
kompetencje
zespołu, aby briefy były maksymalnie
precyzyjne – zgodnie z zasadą: 1 brief
= 1 kluczowe zadanie do wykonania.
Nie
możemy
w
jednym
briefie
oczekiwać, że jedną komunikacją np.
jednocześnie zrekrutujemy nowych,
młodszych użytkowników i zbudujemy
lojalność wśród starszych. To są dwa
odmienne
cele,
wymagające
odrębnych
rozwiązań
–
tłumaczy
Getler-Kicman.
Małgorzata Majcher zaznacza z kolei,
że każdy brief powinien, po prostu,
mieć rację bytu: – Jest dużo briefów,
które mówią: chcemy zrobić kampanię.
I to jest cały powód – komentuje.
– Jako agencja szukamy więc realnego
powodu, dla którego kampania ma
powstać, nawet jeśli brief mówi tylko,
że klient “ma ją w planie”. Pytamy
klienta: co się dzieje, jaki jest realny
powód powstania tego briefu oraz co
chciałby,
żeby
dana
kampania
osiągnęła – rozwija.
Wyróżnij się, albo zgiń
Ulubione
powiedzenie
Daniela
Ogilvy’ego
jest
dzisiaj
tak
samo
aktualne jak kilkadziesiąt lat temu.
A może nawet bardziej, bo marki nie
konkurują już tylko z innymi markami ze
swojej półki, ale z markami w ogóle,
łącznie z tymi osobistymi.
Kierując się tym tropem nie powinien
dziwić fakt, że taka woda gazowana
musi (i chce) dzisiaj konkurować ze
słodkimi napojami. Agnieszka Getler-
Kicman opowiada o kampanii marki
Żywiec Mocny Gaz, która
w
ubiegłorocznym
konkursie
Effie
zdobyła brąz:
– Wyzwanie polegało na tym, aby
przekonać
konsumentów
słodkich
napojów
gazowanych
do
wyboru
naszej marki.
Mieliśmy świadomość, że postrzegają nas
jako
zdrowszą
alternatywę,
ale
jednocześnie cała kategoria wydawała im
się “zbyt grzeczna” i mało atrakcyjna, nieco
nudna.
Naszym
zadaniem
było
więc
przyciągnąć uwagę i udowodnić, że również
potrafimy być ciekawym, modnym
i
niestandardowym
sposobem
na
orzeźwienie – wspomina.
Zadanie nie było łatwe, więc w kampanii
wytoczono ciężki działa: odniesienie do
powszechnie
znanego
i
uwielbianego
motywu: killera.
18
fot. pexels
ZDECYDOWALIŚMY SIĘ
NA WYKORZYSTANIE
FILMU “KILER” ORAZ
NOSTALGICZNEGO
TRENDU ZWIĄZANEGO
Z LATAMI 90.
SIĘGNĘLIŚMY PO TEN
MOTYW, A CEZARY
PAZURA ZOSTAŁ
AMBASADOREM MARKI –
SYMBOLICZNYM
“KILEREM” SŁODKICH
NAPOJÓW. TO BYŁO
JASNO ZDEFINIOWANE
ZADANIE I IDEA
KREATYWNA, KTÓRA
PRECYZYJNIE NA NIE
ODPOWIADAŁA.
Agnieszka
Getler-Kicman,
dyrektorka marketingu
Danone i Żywiec Zdrój
Na pytanie, czy w zespole nie było obaw,
że woda, nawet mocno nagazowana, może
być za słabym zawodnikiem w starciu ze
“słodziakami”, odpowiada: – Oczywiście, że
takie
obawy
się
pojawiły.
Dlatego
weryfikowaliśmy założenia i testowaliśmy
rozwiązania. Wiedzieliśmy też, że to nie jest
wyzwanie
“na
jeden
sezon”,
tylko
strategiczny kierunek na lata. Zresztą tę
komunikację realizujemy już piąty rok.
Małgorzata Majcher zaznacza, że na
początku pracy nad daną kampanią
warto “skupić się na człowieku, a nie
tylko na liczbach”:
–
Pewnie
dobrze
byłoby,
gdybym
powiedziała, że badania są jedynym
właściwym rozwiązaniem. Często są
bardzo
ważne,
ale
w
przypadku
rozwiązań typu consumer experience
nie
zawsze
mamy
badanie
na
reprezentatywnej próbie Polski, które
pokaże, że ludzie, na przykład, nie lubią
zimy i że chcieliby wtedy czegoś
pozytywnego
–
mówi
Majcher,
nawiązując
do
znanej
kampanii
McDonald’s.
Jak więc podejść do sprawdzenia tego
rodzaju insightu?
Jeśli mówić, to dobrze
Skoro już o emocjach mowa, to nie jest
tajemnicą,
że
zadaniem
skutecznej
kampanii jest sprawić, aby jej odbiorca
miał ochotę zatrzymać się i powiedzieć,
a najlepiej wykrzyknąć, na cały głos: “To
o mnie!”. Aby ten cel osiągnąć, trzeba
poznać go lepiej, niż inni:
“Okrojenie swojej grupy docelowej tylko
do czynników takich jak płeć czy wiek było
dla
wielu
zwycięzców
zbyt
szeroką
definicją. Dlatego określając swoją grupę
docelową, często określali osoby, do
których chcą dotrzeć innymi, bardziej
lifestylowymi cechami” – czytamy
w
badaniu
IPSOS
dla
Effie.
Swoje
kampanie
kierowało
do
mocno
sprecyzowanego targetu aż 41 proc.
zwycięzców z 2024 roku.
Drugim istotnym czynnikiem, tworzącym
pomost pomiędzy odbiorcą a skierowaną
do
niego
kampanią,
jest
pojęcie
relewantności:
– Relewantność rozumiem jako powiązanie
z jakimś insightem. I teraz może to być
insight produktowy: coś ciekawego w
samym
produkcie.
Może
być
insight
konsumencki, ten święty Graal, choć
uważam, że nie tylko on się liczy. Bo
czasami trudno znaleźć potrzebę, która
jest rzeczywiście niezaspokojona. Może to
być też insight kulturowy. I moim zdaniem
to jest chyba najwyższy poziom wglądu
w rzeczy, które mają wpływ na ludzi: kiedy
marka komercyjna potrafi zaistnieć
w danym momencie i być w nim naprawdę
relewantna – komentuje Majcher.
Poza nawias relewantności czy insightu
nie da się wyjąć emocji: – Jeśli coś
poczujemy, wtedy zmieniamy zachowanie.
Dlatego dobrze, żeby emocja szła
w
pozytywną
stronę:
żeby
ktoś
się
zainteresował, żeby zrobił coś dobrego,
a nie żeby unikał marki. To działa. Nie bez
powodu mówimy przecież o nagrodach
efektywnościowych – tłumaczy Majcher.
19
fot. pexels
Zbadaj, co możesz
Wspomniane “badanie pomysłów” to
element, bez którego kampanii trudno
dzisiaj poradzić sobie na rynku. Jak
wynika z raportu IPSOS Polska dla Effie
za
2024
rok,
aż
92,2
proc.
zgłaszających
swoje
kampanie
wykorzystuje
badania
na
etapie
tworzenia
strategii.
Kreacje
bada
natomiast już tylko 49,6 proc.
“Tworzenie strategii kampanii to nie
jedyny
etap,
na
którym
warto
inwestować w badania, ponieważ nawet
najbardziej
dopracowana
nie
gwarantuje sama w sobie późniejszych
dobrych
wyników.
Nie
mamy
też
pewności, że na dalszych etapach prac
nad kampanią wypracowany pomysł
zostanie odpowiednio przeniesiony na
egzekucję, a więc na finalne kreacje” –
komentują badacze IPSOS.
– Zdecydowanie warto sprawdzać, czy
pomysły kreatywne realizują dokładnie
to
zadanie,
do
którego
zostały
zaprojektowane. Kiedy pokazujemy je
konsumentom, chcemy upewnić się, że
z
przekazu
odczytują
to,
co
zamierzaliśmy
zakomunikować
–
stwierdza Getler-Kicman.
I
dodaje:
–
To
jest
absolutnie
najważniejsze:
mieć
pewność,
że
komunikacja,
którą
wybieramy
na
końcu, dowozi rzeczy, na których nam
zależy.
A co, jeśli nie dowozi? – To zawsze
trudna
decyzja,
ale
jednoczesne
“poprawianie
wszystkiego”
może
sprawić,
że
na
końcu
otrzymamy
konstrukcję pozbawioną klarowności –
zamiast spójnego pomysłu. Trzeba więc
odważnie
i
transparentnie
odpowiedzieć sobie: tak, to da się
dopracować. Albo: nie, lista zmian jest
na tyle długa, że efekt nie będzie
satysfakcjonujący i trzeba wrócić do
punktu wyjścia – odpowiada dyrektorka
marketingu Danone i Żywiec Zdrój.
POMAGA MOCNY
SOCIAL LISTENING,
BYCIE NA BIEŻĄCO
Z TYM, CO LUDZIE SAMI
PISZĄ DZIELĄC SIĘ
SWOIMI
PRZEMYŚLENIAMI NA
SOME, MONITOROWANIE
BIEŻĄCYCH OPINII NA
TEMATY SPOŁECZNE,
KULTUROWE, CZY
NAWET ZNAJOMOŚĆ
POTOCZNYCH
POWIEDZEŃ A NAWET
PRZYSŁÓW. CHODZI
O TO, BY ZNALEŹĆ
SPOSÓB NA TO, ŻEBY
O DANEJ RZECZY
POWIEDZIEĆ COŚ, CO
WYWOŁA EMOCJE – NIE
BĘDZIE OGÓLNIKOWE,
CZY PO PROSTU NUDNE.
Małgorzata
Majcher,
zasiada w Komitecie
Oragnziacyjnym Effie, chief
strategy & innovation
officer w TBWA Warsaw
DOŁĄCZ DO NEWSLETTERA
Codziennie rano porządna porcja wiadomości
Wzbudzenie pozytywnych emocji bywa
zadaniem trudnym, jeśli dana kategoria
produktów
dorobiła
się
określonej
reputacji.
Getler-Kicman wspomina zeszłoroczną
kampanię dla marki roślinnej Alpro:
– Skoncentrowaliśmy się na jednej,
kluczowej
barierze.
W
przypadku
produktów roślinnych tych barier jest
kilka, ale jedną z najczęstszych jest
obawa, czy te produkty są smaczne –
komentuje.
– Żeby tę barierę przełamać i zachęcić
konsumentów
do
spróbowania,
zaangażowaliśmy
osobę,
która
była
wówczas i jest cały czas silnie osadzona
w trendach i szczególnie istotna dla
młodszych odbiorców. Rozpoczęliśmy
współpracę
z
Michałem
Korkoszem,
czyli
Rozkosznym,
który
został
ambasadorem marki – mówi Getler-
Kicman.
Wykorzystanie
w
kampanii
twórcy,
którego znakiem rozpoznawczym są
niebywale
“instagramowe”
zdjęcia
jedzenia oraz viralowe rolki z przepisami,
okazało
się
dobrym
krokiem.
Zaprzęgając do projektu influencerów
warto jednak uważnie określić zasady
współpracy.
Z badania “Unboxing Modern Brand
Building
in
the
Creator
Era”,
przeprowadzonego przez Kantar we
współpracy z Effie Awards Europe,
wynika bowiem, że w kampaniach, które
wygrywały
Effie
w
latach
2022-25
odsetek
treści
jasno
powiązanych
z marką sięgał zaledwie 27 proc.
Po czym poznać, że mamy kampanię na
miarę Effie?
Zdaniem
Agnieszki
Getler-Kicman
wyznacznik kampanii wartej zgłoszenia
do Effie jest jeden: wynik.
– Gdy zbliżają się terminy zgłoszeń do
Effie, siadamy wewnętrznie i mówimy,
że np. chcemy zgłosić trzy kampanie.
I naprawdę weryfikujemy, czy każda
z nich dostarczyła wyniki. Czy mieliśmy
jasno zdefiniowane cele biznesowe
i
marketingowe
–
i
czy
zostały
dowiezione – tłumaczy.
I dodaje, że analizowane są również
inne aspekty: – Po drugie, patrzymy na
kontekst rynkowy: co wydarzyło się
w danym roku w kategorii i czy
rezultaty – w naszej ocenie – realnie
wyróżniały się na poziomie kategorii,
grupy lub całego rynku. Analizujemy też
działania konkurencji i innych kategorii,
żeby mieć pewność, że na tle tego, co
działo się w danym okresie, były to
rzeczywiście kampanie wyjątkowe.
Aby udowodnić wyjątkowość danej
kampanii trzeba wypełnić zgłoszenie –
szczegółowe,
rozbudowane,
czasochłonne. Pochylić muszą się nad
nim niemal wszyscy, którzy dołożyli
cegiełkę do sukcesu kampanii. Jury jest
bowiem niesamowicie wymagające i
zdaje się mówić: Effie to nagroda dla
tych, którzy potrafią udowodnić, że na
nią zasłużyli i wykazać, że
żaden etap nie był przypadkowy.
– Z mojego punktu widzenia praca przy
Effie
nauczyła
agencję
mocnej
metodologii w pracy strategicznej
i kreatywnej – potwierdza Małgorzata
Majcher.
20
fot. pexels
KIEDY WYBIERALIŚMY
BAMBI CZY MATĘ DO
KAMPANII MCDONALD’S,
MIELIŚMY SZEREG BADAŃ
POKAZUJĄCYCH, CZY
PASUJĄ DO MARKI, CZY
PRZEMÓWIĄ DO
ODBIORCÓW.
MIERZYLIŚMY TEŻ
SENTYMENT W TRAKCIE
KAMPANII. WSZYSTKO
BYŁO BARDZO MOCNO
PRZEBADANE.
Małgorzata
Majcher,
zasiada w Komitecie
Oragnziacyjnym Effie,
chief strategy &
innovation officer
w TBWA Warsaw
I dodaje, że “myślenie w trybie Effie”
włącza się również poza konkursem.
– Kiedy w rozmowie z klientem czujemy, że
coś jest ciekawe, że jest potencjał, staramy
się to od razu “oprzyrządować”. Sprawdzić,
czy idea rezonuje u odbiorców, czy to
nasza komunikacja zadziałała. A nie: czy
wpływ miało szczęście, dobra pogoda czy
też
lepsze
zatowarowanie
sklepów
–
wylicza Majcher.
I podsumowuje: – Effie uczy, że tworzenie
wpółczesnej komunikacji, która działa, jest
efektem świadomości zadań biznesowych,
przemyślanej
strategii
i
kreacji,
która
porusza odbiorcę. Drogą do sukcesu jest
pomysłowość,
dzięki
której
efekty
są
większe, niż po prostu suma zasobów jakie
się ma.
ZAPISZ SIĘ
powered by
Konferencja
Uruchamiamy
trendy
zawsze wiosną i jesienią
Dołącz do nas, zostań partnerem kolejnej edycji
tel. 502 707 228
przemyslaw.zbrog@wirtualnemedia.pl
Przemysław Zbróg
Head of Partnerships